Modlitwa przed trudną rozmową o spokój, właściwe słowa, umiejętność słuchania i o to, żeby chęć zwycięstwa nie była ważniejsza od człowieka.

Są rozmowy, do których człowiek przygotowuje się długo. Układa w głowie zdania, przewiduje odpowiedzi, wraca do tego, co chce powiedzieć, a potem jeszcze przed spotkaniem czuje, że napięcie rośnie. Czasem chodzi o rozmowę w rodzinie, czasem z dzieckiem, współmałżonkiem, przyjacielem, przełożonym albo kimś, kto nas zranił. Wiemy, że trzeba coś powiedzieć, że dłuższe milczenie niczego już nie naprawi, ale jednocześnie boimy się, że emocje wezmą górę i zamiast wyjaśnienia pojawią się kolejne rany.

Właśnie przed taką rozmową warto się pomodlić. Nie po to, żeby Bóg stanął po naszej stronie przeciwko drugiemu człowiekowi i sprawił, że to my będziemy mieli rację. Modlitwa przed trudną rozmową nie jest prośbą o argumenty, które pozwolą wygrać. Jest raczej prośbą o takie serce, które nie zapomni, że po drugiej stronie siedzi człowiek.

To chyba jedna z trudniejszych rzeczy w konflikcie. Kiedy jesteśmy zranieni, łatwo zobaczyć w drugim przede wszystkim przeciwnika. Kogoś, kto ma przyznać nam rację, przeprosić, zmienić zdanie, zrozumieć, co zrobił. Im bardziej boli, tym łatwiej wejść w rozmowę z gotowym wyrokiem. Wtedy słuchamy już nie po to, żeby zrozumieć, ale żeby znaleźć lukę w wypowiedzi i przygotować swoją odpowiedź. Każde zdanie drugiej osoby staje się materiałem do kolejnego argumentu.

A przecież rozmowa może być prawdziwym spotkaniem tylko wtedy, kiedy jest w niej miejsce także na słuchanie.

Nie oznacza to rezygnacji z prawdy. Chrześcijaństwo nie uczy, że dla świętego spokoju trzeba milczeć o wszystkim, co boli, ani zgadzać się na niesprawiedliwość. Czasem trzeba powiedzieć wyraźne „nie”. Czasem trzeba nazwać krzywdę, postawić granicę, zwrócić uwagę, poprosić o zmianę. Miłość nie polega na udawaniu, że nic się nie stało. Ale sposób, w jaki mówimy prawdę, również ma znaczenie.

Można mieć rację i bardzo zranić człowieka.

Można też wypowiedzieć trudną prawdę spokojnie, bez poniżania, ironii i potrzeby odegrania się.

Dlatego przed rozmową dobrze prosić nie tylko o właściwe słowa, ale także o właściwe intencje. Czego właściwie chcę? Naprawić relację czy udowodnić, że mam rację? Wyjaśnić problem czy sprawić, żeby druga osoba poczuła się tak źle, jak ja się czułam? Szukam dobra czy zwycięstwa?

To nie są wygodne pytania, ale potrafią bardzo dużo uporządkować.

Czasem pod pozorem „szczerej rozmowy” ukrywa się ogromna potrzeba wyrzucenia z siebie wszystkiego naraz. Człowiek długo milczał, więc kiedy wreszcie zaczyna mówić, wyciąga również rzeczy sprzed miesięcy albo lat. Jedno zdanie przywołuje następne, a pierwotny problem znika pod warstwą dawnych żalów. W takiej chwili modlitwa może pomóc zatrzymać się i oddzielić to, co naprawdę trzeba powiedzieć, od tego, co jest tylko próbą zadania bólu.

Duch Święty nie odbiera nam emocji. Nie sprawia, że przestajemy być zdenerwowani albo że trudna rozmowa nagle staje się łatwa. Może jednak pomóc, żeby emocje nie kierowały wszystkim. Czasami największą łaską jest chwila ciszy przed odpowiedzią. Powstrzymanie zdania, którego za kilka minut będziemy żałować. Zdolność do powiedzenia: „Potrzebuję chwili”, zamiast odpowiadać natychmiast.

Bardzo lubię myśleć o modlitwie przed trudną rozmową jako o oddaniu Bogu własnego języka. Panie, pilnuj dziś moich słów. Nie pozwól mi użyć ich jak broni. Nie pozwól, żeby moje pragnienie obrony siebie zamieniło się w potrzebę upokorzenia drugiego człowieka.

Bo słowa naprawdę potrafią zostać na długo.

Można przeprosić, można później wyjaśniać, że powiedziało się coś w złości, ale pewnych zdań człowiek nie zapomina. Dlatego tak ważne jest, żeby przed trudną rozmową zadbać nie tylko o argumenty, ale też o swoje serce.

Warto również prosić o umiejętność słuchania tego, czego być może wcale nie chcemy usłyszeć. Druga osoba może zobaczyć sytuację zupełnie inaczej. Może powiedzieć coś, co będzie dla nas niewygodne. Może zwrócić uwagę na nasz własny błąd. I wtedy pojawia się pokusa, żeby natychmiast się bronić.

Tymczasem dojrzała rozmowa potrzebuje pokory. Nie takiej, która każe przyjmować każdą winę na siebie, ale takiej, która dopuszcza myśl: być może nie widzę wszystkiego. Być może w tej historii także ja mam coś do poprawienia. Być może druga osoba nie jest tylko winowajcą, a ja nie jestem całkowicie bezbłędna.

To właśnie w takich momentach modlitwa staje się bardzo konkretna. Nie jest już piękną formułą, ale prośbą o to, żeby Bóg wszedł między mój lęk, złość, urażoną dumę i potrzebę kontroli.

Trudna rozmowa nie zawsze kończy się pojednaniem. Czasem druga osoba nie chce słuchać. Czasem nie przyznaje się do błędu. Czasem rozmowa pokazuje, że trzeba postawić jeszcze wyraźniejsze granice. Nie mamy wpływu na wszystko. Możemy odpowiadać za własne słowa, intencje i zachowanie, ale nie możemy zmusić drugiego człowieka do zrozumienia.

I może właśnie dlatego warto powierzyć Bogu także wynik rozmowy.

Nie każda rozmowa musi skończyć się tak, jak zaplanowaliśmy, żeby była dobra. Czasem wystarczy, że powiedzieliśmy prawdę spokojnie, uczciwie i z szacunkiem. Reszta może potrzebować czasu.

Przed trudnym spotkaniem dobrze więc poprosić nie tylko o odwagę, ale także o wolność od potrzeby natychmiastowego efektu. Nie muszę wyjść z tej rozmowy jako zwycięzca. Nie muszę mieć ostatniego słowa. Nie muszę sprawić, żeby druga osoba od razu wszystko zrozumiała. Mogę powiedzieć to, co trzeba, posłuchać, odpowiedzieć najlepiej, jak potrafię, a resztę zostawić Bogu.

Modlitwa przed trudną rozmową

Panie Jezu,
Ty znasz tę rozmowę jeszcze zanim się zacznie. Wiesz, czego się boję, co mnie boli i jakie słowa od dawna noszę w sobie. Proszę Cię, wejdź ze mną w to spotkanie i nie pozwól mi zapomnieć, że osoba, z którą będę rozmawiać, również jest Twoim dzieckiem.

Daj mi spokój, żebym nie mówiła pod wpływem złości i lęku. Uporządkuj moje myśli i pomóż mi wypowiedzieć prawdę jasno, ale bez ranienia. Strzeż mojego języka przed ironią, poniżaniem, oskarżeniami i słowami, których później będę żałować.

Naucz mnie naprawdę słuchać. Daj mi cierpliwość, żebym nie przerywała tylko dlatego, że już wiem, co chcę odpowiedzieć. Pomóż mi usłyszeć nie tylko słowa, ale także to, co kryje się pod nimi: ból, lęk, bezradność albo potrzebę bycia zrozumianym.

Panie, jeśli się mylę, daj mi pokorę, bym potrafiła to zobaczyć. Jeśli muszę postawić granicę, daj mi odwagę, żebym zrobiła to spokojnie. Jeśli trzeba przeprosić, pomóż mi nie zasłaniać się dumą. Jeśli natomiast muszę powiedzieć trudną prawdę, nie pozwól mi pomylić szczerości z okrucieństwem.

Uwolnij mnie od potrzeby zwycięstwa. Nie chcę tej rozmowy wygrać kosztem człowieka. Pomóż mi szukać dobra, nawet wtedy, kiedy nie uda się od razu dojść do porozumienia.

Duchu Święty, daj mi właściwe słowa, ale również mądrość, kiedy lepiej zamilknąć. Daj mi łagodność, która nie jest słabością, i stanowczość, która nie staje się agresją. Prowadź mnie przez tę rozmowę tak, żebym po jej zakończeniu mogła powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co potrafiłam, by pozostać w prawdzie i miłości.

Panie Jezu, Tobie powierzam również to, czego nie mogę kontrolować: reakcję drugiej osoby, jej słowa, decyzje i to, co wydarzy się później.

Bądź między nami.

Amen.

Może przed trudną rozmową nie potrzeba wielu słów. Czasem wystarczy zatrzymać się na chwilę, zrobić znak krzyża i poprosić: „Duchu Święty, pomóż mi powiedzieć to, co trzeba, i usłyszeć to, czego sama nie chciałabym usłyszeć”.

A potem wejść w tę rozmowę z jedną myślą: człowiek przede mną jest ważniejszy niż moja potrzeba wygrania sporu.

Nie znaczy to, że mam zrezygnować z prawdy. Znaczy jedynie, że prawda wypowiadana po chrześcijańsku nigdy nie powinna przestać być połączona z miłością.

Komentarze

Copyright © Pani od religii