Abigail – kobieta, która zatrzymała zemstę
Historia Abigail z Pierwszej Księgi Samuela jest jedną z tych opowieści, które pokazują, jak wielką siłę może mieć człowiek, który w odpowiednim momencie potrafi zachować rozsądek, odwagę i wewnętrzny pokój. Abigail nie zatrzymuje przemocy siłą, nie próbuje nikogo przekrzyczeć ani upokorzyć. Staje pomiędzy gniewem a jego konsekwencjami i właśnie dzięki swojej mądrości nie pozwala, żeby chwilowa furia przerodziła się w tragedię.
Była żoną Nabala, człowieka bardzo bogatego, ale jednocześnie opisanego w Biblii jako szorstki i zły w swoim postępowaniu. Dawid i jego ludzie przebywali w pobliżu pasterzy Nabala i, jak wynika z opowiadania, nie tylko nie wyrządzili im żadnej szkody, ale wręcz stanowili dla nich ochronę. Kiedy nadszedł czas strzyżenia owiec, Dawid wysłał do Nabala posłańców z prośbą o żywność. W tamtej kulturze był to czas świętowania, gościnności i dzielenia się, dlatego jego prośba nie była czymś niezwykłym. Nabal odpowiedział jednak pogardliwie, odrzucił wysłanników i obraził Dawida. To wystarczyło, żeby rozpalić w Dawidzie gniew. Postanowił ruszyć przeciwko Nabalowi i jego domowi, a jego decyzja była już nie tylko odpowiedzią na zniewagę, ale prawdziwą zemstą.
I właśnie w tym momencie pojawia się Abigail. Dowiaduje się o tym, co zrobił jej mąż, i bardzo szybko rozumie, dokąd ta sytuacja zmierza. Nie czeka, aż ktoś inny coś zrobi, nie usprawiedliwia Nabala, ale też nie zatrzymuje się na ocenianiu go. Przygotowuje żywność i wyrusza naprzeciw Dawida. Wie, że ma do czynienia z człowiekiem rozgniewanym i uzbrojonym, a mimo to podejmuje ryzyko. Jej odwaga nie polega jednak na brawurze. Jest połączona z mądrością, wyczuciem chwili i ogromną umiejętnością przewidywania skutków.
Kiedy staje przed Dawidem, nie mówi mu tylko, żeby się uspokoił. Nie próbuje też wmówić mu, że nic się nie stało. Wie, że został obrażony i że jego gniew ma konkretną przyczynę. Jednocześnie potrafi zobaczyć coś, czego on w tym momencie nie widzi: jeśli pozwoli, żeby uraza poprowadziła go dalej, sam stanie się człowiekiem winnym rozlewu krwi. Abigail przypomina mu więc, kim jest i do czego został powołany. W pewnym sensie mówi mu: nie pozwól, żeby cudza głupota zadecydowała o twojej przyszłości.
To jest jedna z najmocniejszych lekcji tej historii. Czasem człowiek w chwili gniewu nie potrzebuje kogoś, kto przyzna mu rację, ale kogoś, kto przypomni mu, kim naprawdę chce być. Zraniona duma bardzo łatwo przekonuje nas, że skoro ktoś postąpił wobec nas źle, mamy prawo odpowiedzieć jeszcze mocniej. Wtedy sprawiedliwość miesza się z chęcią odwetu, a człowiek przestaje pytać, co jest dobre, i zaczyna myśleć tylko o tym, jak zranić drugiego tak, żeby poczuł to samo.
Abigail nie neguje krzywdy, ale potrafi zatrzymać spiralę, zanim ta się rozkręci. Właśnie dlatego jej postawa jest tak aktualna także dzisiaj. Oczywiście nasze konflikty najczęściej nie wyglądają jak sytuacja z Pierwszej Księgi Samuela, ale mechanizm bywa bardzo podobny. Ktoś mówi coś przykrego, my odpowiadamy ostrzej, druga strona podnosi ton, więc my przypominamy sobie wszystkie dawne urazy. Po chwili już nikt nie rozmawia o pierwotnym problemie. Każdy broni siebie i szuka słów, które zrobią większe wrażenie.
W takich momentach bardzo potrzebna jest osoba, która potrafi zobaczyć dalej niż chwilowe emocje. Ktoś, kto zapyta nie tylko o to, kto ma rację, ale też o to, dokąd ta rozmowa prowadzi. Ktoś, kto nie doleje oliwy do ognia tylko dlatego, że sam również jest zdenerwowany. Czasem właśnie taka postawa ratuje relację, rodzinę, przyjaźń albo zwykły spokój między ludźmi.
To, co szczególnie porusza mnie w Abigail, to fakt, że jej łagodność nie jest bierna. Ona nie jest cichą kobietą, która pozwala, żeby wszystko działo się wokół niej. Działa szybko i zdecydowanie, ponieważ widzi realne zagrożenie. Nie mówi sobie, że nie będzie się wtrącać. Nie czeka, aż sprawa rozwiąże się sama. To bardzo ważne również z perspektywy chrześcijańskiej, bo pokój bywa czasem źle rozumiany jako unikanie trudnych sytuacji za wszelką cenę. Tymczasem prawdziwy pokój nie polega na zamiataniu problemów pod dywan. Czasem właśnie człowiek pokoju musi wejść w środek konfliktu i powiedzieć coś trudnego.
Podobnie jest z łagodnością. Nie oznacza ona słabości ani zgody na wszystko. Człowiek łagodny może być bardzo stanowczy. Potrafi nazwać zło, postawić granicę i powiedzieć „nie”, ale robi to bez potrzeby poniżenia drugiej osoby. Abigail właśnie taka jest. Jej słowa są pełne szacunku, ale ich sens jest bardzo konkretny: jeśli Dawid pójdzie dalej za swoim gniewem, zrobi coś, czego później może żałować.
Co ważne, Dawid potrafi jej posłuchać. To także jest niezwykły moment tej opowieści, bo równie łatwo mógłby zlekceważyć jej słowa. Mógłby powiedzieć, że decyzja już zapadła i nikt nie będzie mu mówił, co ma robić. Tymczasem zatrzymuje się, przyjmuje upomnienie i rezygnuje z zemsty. To pokazuje, że prawdziwa siła nie polega na uporczywym realizowaniu każdej decyzji, którą podjęliśmy w emocjach. Czasem o wiele większej odwagi wymaga powiedzenie: zatrzymuję się, bo widzę, że idę w złą stronę.
To bardzo trudne, bo człowiek często brnie dalej tylko dlatego, że nie chce stracić twarzy. Skoro już się zdenerwował, skoro powiedział wiele słów, skoro zapowiedział określone działanie, cofnięcie się może wyglądać jak słabość. Biblia pokazuje jednak coś odwrotnego. Dawid okazuje dojrzałość właśnie wtedy, kiedy pozwala się zatrzymać.
Historia Abigail ma również jeszcze jeden ważny wymiar. Biblia nie przedstawia Nabala jako człowieka, którego trzeba za wszelką cenę usprawiedliwić. Abigail nie udaje, że jej mąż postępuje dobrze. To przypomina, że mądrość nie polega na bronieniu wszystkiego, co robi bliska osoba, tylko dlatego, że jest nam bliska. Można kochać człowieka i jednocześnie widzieć jego błędy. Można być wiernym relacji i nie zgadzać się na zło. Można chronić dom przed konsekwencjami czyjegoś zachowania, nie udając, że zachowanie było właściwe.
Dla mnie to bardzo ważny fragment, bo źle rozumiana religijność czasem podpowiada, że pokorny człowiek powinien wszystko znosić w milczeniu. Historia Abigail pokazuje coś zupełnie innego. Ona bierze odpowiedzialność za sytuację, którą widzi, i robi to, co w danym momencie może uratować innych przed tragedią. Nie jest bierna wobec głupoty Nabala ani wobec gniewu Dawida.
Właśnie dlatego ta historia tak mocno pasuje do naszych codziennych relacji. Nie każda sytuacja wymaga wielkich gestów. Czasem trzeba po prostu nie wysyłać wiadomości napisanej w złości. Czasem przespać się z decyzją, zamiast podejmować ją natychmiast. Czasem poprosić o rozmowę później, kiedy emocje opadną. Czasem powiedzieć bliskiej osobie: rozumiem, dlaczego jesteś zła, ale nie rób teraz czegoś, czego jutro będziesz żałować. Takie drobne zatrzymania potrafią naprawdę wiele ocalić.
Abigail może być również przypomnieniem, żebyśmy sami byli gotowi przyjąć czyjeś mądre słowo. Często modlimy się o rozeznanie, a jednocześnie nie chcemy słuchać nikogo, kto mówi coś innego niż to, co już postanowiliśmy. Tymczasem Bóg czasem chroni nas właśnie przez drugiego człowieka. Przez kogoś, kto ma odwagę powiedzieć: zatrzymaj się, spójrz jeszcze raz, nie idź dalej za tym gniewem.
To nie znaczy, że każda rada jest dobra i że zawsze trzeba się jej podporządkować. Ale warto mieć w sobie choć odrobinę pokory, która dopuszcza możliwość, że ktoś widzi w danym momencie więcej niż my. Szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy bardzo zranieni albo bardzo źli, bo właśnie wtedy najłatwiej stracić właściwą perspektywę.
Historia Abigail przypomina też, że nie wszystko musi zostać przez nas osądzone i wyrównane. Dawid nie musi sam wymierzać sprawiedliwości Nabalowi. Może pozostawić tę sprawę Bogu. Dla człowieka wierzącego to ogromnie trudne, bo bardzo chcielibyśmy zobaczyć natychmiastową sprawiedliwość, szczególnie wtedy, kiedy ktoś nas upokorzył albo skrzywdził. Jednak Ewangelia będzie później jeszcze mocniej uczyć, że zemsta nie jest drogą ucznia Chrystusa.
To oczywiście nie znaczy, że mamy pozwalać na zło, nie reagować na krzywdę czy rezygnować z dochodzenia sprawiedliwości. Chodzi o coś innego: o to, żeby nasze działanie nie było napędzane pragnieniem odwetu. Sprawiedliwość szuka dobra i prawdy, zemsta szuka bólu drugiego człowieka. Z zewnątrz mogą czasem wyglądać podobnie, ale rodzą się z zupełnie innego miejsca.
Dlatego tak bardzo lubię tę historię. Abigail nie zmienia świata wielką przemową ani spektakularnym cudem. Zatrzymuje jedno zło, zanim ono się wydarzy. Czasem właśnie taka jest nasza rola. Nie jesteśmy w stanie naprawić wszystkiego, ale możemy nie dołożyć kolejnej porcji gniewu. Możemy nie przekazać dalej plotki. Możemy nie odpowiedzieć upokorzeniem na upokorzenie. Możemy stanąć między czyjąś złością a decyzją, która mogłaby zranić wielu ludzi.
Być może czasem sami jesteśmy Abigail, a czasem bardzo jej potrzebujemy. Potrzebujemy kogoś, kto przypomni nam, że chwilowa złość nie jest dobrym doradcą, że nie każde słowo musi zostać natychmiast wypowiedziane, a nie każda krzywda domaga się naszego odwetu. Potrzebujemy ludzi, którzy zamiast podsycać nasze oburzenie, pomogą nam odzyskać właściwe proporcje.
I może właśnie na tym polega duchowa mądrość tej historii. Nie tylko na umiejętności odróżniania dobra od zła, ale także na zdolności zobaczenia, co wydarzy się za chwilę, jeśli nie zatrzymamy własnych emocji. Abigail widziała dalej niż Nabal i dalej niż rozgniewany Dawid. Potrafiła spojrzeć ponad chwilę.
To bardzo potrzebna umiejętność także nam.
Zanim odpowiem, mogę pomyśleć, co zostanie po moich słowach. Zanim podejmę decyzję w gniewie, mogę zapytać, czy jutro nadal będę uważała ją za dobrą. Zanim spróbuję wygrać spór, mogę zastanowić się, czy cena tego zwycięstwa nie będzie zbyt wysoka.
Bo czasem największym zwycięstwem nie jest postawienie na swoim.
Czasem największym zwycięstwem jest zatrzymanie zła, zanim zdąży zrobić to, czego później nie da się cofnąć.