Czy można być wierzącym bez praktyk?

To pytanie wraca bardzo często i zwykle kryje się za nim coś więcej niż czysta ciekawość. „Wierzę w Boga, ale nie praktykuję” – to jedno z najczęściej powtarzanych zdań. Tylko co ono tak naprawdę znaczy? Czy można być wierzącym bez praktyk religijnych?

Wiara nie jest tylko poglądem ani prywatną opinią o istnieniu Boga. W chrześcijaństwie wiara jest relacją. A każda relacja potrzebuje spotkania, rozmowy i czasu. Jeśli mówimy, że kogoś kochamy, ale nigdy z nim nie rozmawiamy i nie chcemy się spotykać, to trudno nazwać to żywą relacją. Podobnie jest z wiarą. Samo przekonanie, że Bóg istnieje, to jeszcze nie jest pełnia wiary.

Praktyki religijne nie są dodatkiem ani obowiązkiem narzuconym z zewnątrz. Są odpowiedzią na wiarę. Modlitwa, Eucharystia, spowiedź, życie sakramentalne to konkretne formy spotkania z Bogiem. Bez nich wiara bardzo łatwo staje się teorią albo czymś, co istnieje tylko „w głowie”. I wtedy z czasem słabnie, bo nie jest karmiona.

Wielu ludzi mówi, że wierzy po swojemu i że do tego nie potrzebuje Kościoła ani praktyk. Warto jednak uczciwie zapytać: czy to jeszcze wiara, czy już tylko przekonanie? Chrześcijaństwo od początku było wiarą przeżywaną wspólnie i konkretnie. Jezus nie zostawił uczniom idei, tylko sakramenty, modlitwę i wspólnotę. Nie bez powodu.

To nie znaczy, że każdy, kto ma trudność z praktykowaniem, przestaje być wierzący. Są sytuacje życiowe, choroby, kryzysy, zranienia, które sprawiają, że ktoś oddala się od praktyk. Bóg to widzi i zna serce człowieka. Problem zaczyna się wtedy, gdy rezygnacja z praktyk staje się świadomym wyborem i jednocześnie nie ma w nim żadnej tęsknoty za Bogiem ani pragnienia powrotu.

Wiara bez praktyk bardzo często stopniowo się rozmywa. Najpierw znika modlitwa, potem sakramenty, później poczucie grzechu, a na końcu sam Bóg staje się daleki i abstrakcyjny. Nie zawsze dzieje się to gwałtownie. Częściej po cichu, bez wielkich deklaracji.

Praktyki nie są dowodem bycia „lepszym” wierzącym. Są sposobem trwania w relacji. Nawet prosta, niedoskonała modlitwa jest znakiem, że ta relacja jeszcze żyje. Nawet nieregularna obecność na Mszy może być początkiem powrotu, jeśli jest w niej szczerość.

Czy można więc być wierzącym bez praktyk? Przez jakiś czas – tak. Na dłuższą metę – bardzo trudno. Bo wiara, która nie ma gdzie oddychać, z czasem słabnie. A Bóg nie chce być tylko myślą w naszej głowie. Chce być obecny w naszym życiu.

Komentarze

Copyright © Pani od religii