Modlitwa za Babcie i Dziadków

Panie Jezu, dziękujemy Ci za babcie i dziadków.
Za ich dłonie, które tyle razy podtrzymywały,
za serca, które kochały zanim jeszcze umieliśmy to nazwać,
za obecność, która była domem.


Dziękujemy za ich cierpliwość,
za opowieści, które uczyły życia,
za modlitwy szeptane po cichu,
za miłość, która nie stawiała warunków.

Prosimy Cię, otocz ich swoją opieką.
Daj im zdrowie tam, gdzie siły słabną,
pokój tam, gdzie pojawia się lęk,
i radość, która płynie z bycia potrzebnym i kochanym.

Jeśli niosą w sercu zmęczenie, samotność albo ból -
bądź im blisko.
Niech czują, że ich życie ma sens,
że wciąż są ważni,
że ich miłość wciąż owocuje.

A tych, którzy są już u Ciebie,
przyjmij do swojego światła.
Dziękujemy za wszystko, czym nas obdarowali.
Za ślady, które zostawili w naszych sercach.
Za miłość, która nie kończy się wraz z odejściem.

Panie Jezu,
pobłogosław wszystkie babcie i wszystkich dziadków -
tych obok nas
i tych, którzy są już w Twoich ramionach.
Amen.

Modlitwa w czasie żałoby

Panie Jezu,
przychodzę do Ciebie z sercem, które boli bardziej, niż potrafię opisać.
Brakuje mi kogoś, kto był dla mnie światem.
Kogoś, kto znał mnie zanim nauczyłem/am się mówić o sobie.
Kogoś, kto kochał mnie nawet wtedy, gdy sam/a nie umiałam.

Ty wiesz, jak bardzo boli puste miejsce.
Ty wiesz, jak cicho robi się w domu,
jak głośna jest cisza,
jak trudno oddychać, gdy serce woła imię,
które już nie odpowiada.

Jezu, nie proszę Cię dziś o siłę.
Nie mam jej.
Proszę Cię o obecność.
Usiądź przy mnie w tym bólu.
Nie zabieraj go na siłę -
po prostu bądź.

Przytul to, co we mnie pękło.
Weź w swoje dłonie moje pytania bez odpowiedzi,
łzy, które wracają znienacka,
i miłość, która nie wie, gdzie teraz iść.

Oddaję Ci osobę, za którą tak bardzo tęsknię.
Wiem, że Ty kochasz ją jeszcze bardziej niż ja.
Jeśli jest już w Twoich ramionach,
powiedz jej, jak bardzo ją kocham.
Jeśli widzi mnie z bliska,
niech wie, że noszę ją w każdym oddechu.

Jezu, naucz mnie żyć dalej
nie zdradzając tej miłości,
nie wypierając bólu,
nie wstydząc się łez.

Daj mi wiarę, która nie krzyczy,
ale trwa.
Nadzieję, która nie spieszy się,
ale czeka.
I pokój, który przychodzi małymi krokami.

A kiedy zabraknie mi słów
bądź moją modlitwą.

Amen. 

Z dedykacją dla F

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan - 18-25 stycznia

Dziś, w niedzielę 18 stycznia, w Kościele katolickim rozpoczęliśmy wyjątkowy czas: Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, który potrwa aż do 25 stycznia. To szczególne 8 dni, kiedy całe chrześcijaństwo,  w różnorodności tradycji i wyznań, jednoczy się w modlitwie o to, co najważniejsze: prawdziwą jedność w Chrystusie. Hasło tegorocznego tygodnia brzmi: „Jedno Ciało. Jeden Duch. Jedna nadzieja” - zaczerpnięte z Listu św. Pawła do Efezjan (Ef 4,4).


Może wydawać Ci się, że to tylko kolejne hasło liturgiczne. Ale gdy spojrzymy na nie sercem - to wezwanie do prawdziwej wspólnoty: jeden Kościół, jedna modlitwa, jedna nadzieja żywa w nas wszystkich.

Dlaczego ten tydzień jest tak ważny?

To czas, kiedy chrześcijanie różnych wyznań zbierają się razem, nie po to, by zlać różnice w jedno, ale by modlić się za nie i przez nie. Jedność nie oznacza uniformizacji, lecz dialogu, szacunku i wspólnego szukania Pana.

Codzienna modlitwa w tym tygodniu może być dla nas nie tylko duchowym ćwiczeniem, ale świadectwem nadziei: że mimo podziałów na świecie, w naszych sercach może trwać prawdziwa jedność - jedność w Chrystusie, który nas do niej wzywa.

W wielu miastach Polski odbywają się nabożeństwa ekumeniczne, spotkania i modlitwy - od Warszawy po Kraków, od Lublina po Poznań. Centralne obchody w tym roku zaplanowano 24 stycznia w poznańskiej archikatedrze.

Może w tych dniach warto zatrzymać się na chwilę i pomodlić wspólnie z innymi chrześcijanami - także w ciszy własnej modlitwy. Bo Chrystus prosił: „Aby wszyscy byli jedno” (J 17,21). Ta prośba nie przestaje być aktualna.

„Tarczą jest dla mnie Bóg” – kolorowanka na czas, gdy potrzeba ochrony

Są takie dni, kiedy czujemy się bezbronni. Zmęczeni słowami innych, sytuacjami, na które nie mamy wpływu, myślami, które krążą bez końca. Właśnie w takich momentach Psalm przypomina:

„Tarczą jest dla mnie Bóg,
co zbawia prawych sercem.” (Ps 7,11)

To zdanie nie obiecuje, że trudności znikną. Ono mówi coś ważniejszego: nie jesteś w tym sam/a. Bóg staje między Tobą a tym, co rani. Chroni serce. Daje schronienie. Do tego wersetu przygotowałam kolorowankę kontemplacyjną. Można ją wziąć do ręki wtedy, gdy brakuje słów na modlitwę. Kolorując, wracaj do jednego zdania: Tarczą jest dla mnie Bóg. Bez pośpiechu. Bez presji.

To propozycja:

– do modlitwy osobistej,
– na katechezę,
– na spokojny wieczór, gdy trzeba się wyciszyć.

Niech to będzie czas oddania Bogu tego, co niepokoi. On wie, jak chronić serce. Pobierz, pokoloruj, pomódl się. Czasem wystarczy kredka i cisza, by poczuć się bezpieczniej. 



Miło mi, że do mnie zaglądasz. Jeśli korzystasz z mojej pracy proszę, pomóż mi dotrzeć do większej ilości czytelników, a przyczynisz się do rozwoju bloga. Każde polubienie, obserwacja, polajkowanie lub komentarz nie pójdzie na marne. Dziękuję :) Panią od religii możesz znaleźć na Fb i Instagramie. Gdybyś chciał/chciała mnie wesprzeć to możesz postawiać mi wirtualną kawę.

Konkursy religijne na styczeń - propozycje dla klas 1–8

Styczeń w katechezie jest trochę jak spokojny oddech po świętach. Nadal trwa okres Bożego Narodzenia, ale jednocześnie wchodzimy w nowy rok - z pytaniami, planami i potrzebą poukładania spraw serca. To bardzo dobry moment na konkursy, które nie krzyczą, tylko zapraszają do refleksji, wdzięczności i codziennej wiary. Poniżej znajdziesz propozycje konkursów religijnych dla uczniów klas 1–8, które dobrze wpisują się w styczniowy klimat.

1. „Patron mojego imienia” – konkurs plastyczno-opisowy (kl. 1-6)

Zadanie polega na przedstawieniu patrona swojego imienia: rysunek, kolaż lub praca przestrzenna oraz kilka zdań o tym, kim był i dlaczego może być wzorem.
Cel: budowanie relacji z patronem i odkrywanie znaczenia imienia.

2. „Nowy rok - nowe postanowienie serca” - konkurs literacki (kl. 5-8)

Krótka refleksja, opowiadanie lub list do Boga o tym, co uczeń chciałby zmienić w sobie w nowym roku.
Cel: uczenie odpowiedzialności za własny rozwój duchowy.

3. „Trzej Królowie - w drodze za światłem” - konkurs plastyczny (kl. 1-4)

Praca inspirowana historią Mędrców ze Wschodu: droga, gwiazda, dary.
Cel: lepsze zrozumienie znaczenia Objawienia Pańskiego.

4. „Kolęda sercem zaśpiewana” - konkurs muzyczny (kl. 1-8)

Wykonanie kolędy lub pastorałki - solo, w duecie lub małej grupie.
Cel: podtrzymywanie tradycji kolędowania i modlitwy przez śpiew.

5. „Pokój zaczyna się ode mnie” - konkurs plastyczny lub literacki (kl. 4-8)

Praca pokazująca, jak uczeń rozumie pokój w codziennym życiu: w domu, w klasie, w relacjach.
Cel: kształtowanie postaw dialogu, zgody i odpowiedzialności za słowo.

6. „Moja ulubiona scena z Ewangelii” - konkurs biblijny (kl. 6-8)

Krótki opis wybranej sceny z Ewangelii wraz z uzasadnieniem wyboru.
Cel: zachęcanie do samodzielnego sięgania po Pismo Święte.

7. „Światło w zimowym dniu” - konkurs fotograficzny (kl. 5-8)

Zdjęcie pokazujące światło jako symbol nadziei, dobra lub obecności Boga w codzienności.
Cel: rozwijanie wrażliwości i umiejętności dostrzegania sensu w prostych sytuacjach.

8. „Modlitwa na nowy rok” - konkurs na autorską modlitwę (kl. 3-8)

Krótka modlitwa dziękczynna lub prośba na rozpoczynający się rok.
Cel: pogłębianie osobistej relacji z Bogiem.

Styczeń nie musi być miesiącem „po prostu do przetrwania”. Dobrze zaplanowane konkursy pomagają dzieciom spokojnie wejść w nowy rok, nazwać swoje myśli i zobaczyć, że wiara to coś bardzo bliskiego codzienności.

Książka, która nie krzyczy. Ona idzie obok

Są książki religijne, które próbują nas pouczać. I są takie, które po prostu siadają obok – na chwilę ciszy, porannej kawy albo wieczornego „już nie mam siły”. Papież Franciszek na 365 dni należy zdecydowanie do tej drugiej grupy. To nie jest lektura do przeczytania „od deski do deski”. To książka do otwierania. Jedna myśl. Jeden dzień. Jedno zdanie, które czasem zostaje w głowie dłużej niż kazanie.

Franciszek, jak to on, nie buduje murów z wielkich słów. Mówi prosto. O życiu. O zmęczeniu. O miłosierdziu, które nie jest lukrem, tylko decyzją. O Bogu, który nie stoi z notatnikiem, tylko idzie z nami, nawet gdy zbaczamy.

W tej książce szczególnie porusza brak moralizowania, ogromna czułość wobec człowieka, zgoda na kruchość i przypomnienie, że wiara to relacja, nie konkurs.

To dobra książka na zwykłe dni. Na te, kiedy modlitwa nie klei się w zdania. Na te, kiedy nie mamy ochoty „być idealni”. Na te, kiedy wystarczy jedno zdanie, żeby złapać oddech.

Polecam ją do osobistej modlitwy, do porannej chwili ciszy, do wieczornego domknięcia dnia - nauczycielom, katechetom, wszystkim zmęczonym „muszę”. To książka, która nie pogania. I właśnie dlatego tak dobrze prowadzi.

Jeśli szukasz duchowości, która jest blisko życia, a nie obok niego - to bardzo dobry wybór.
Bez fajerwerków. Z sercem. I na każdy dzień.

Słowo na Tydzień - IV Niedziela Adwentu „Zgodzić się na światło”

Ewangelia: Łk 1, 26–38 – Zwiastowanie: „Niech mi się stanie.”

Ta Ewangelia zawsze mnie wzrusza - nie przez anioła, nie przez niezwykłość wydarzenia, ale przez reakcję Maryi. Wcale nie heroiczną. Wcale nie bez wątpliwości. Bardziej ludzką, niż chcemy ją czasem widzieć. Maryja się pyta. Maryja się zastanawia. Maryja nie rozumie. I właśnie w tej zwyczajności wypowiada słowa, które zmieniły wszystko: „Niech mi się stanie.”

Kiedy czytam ten fragment przed Bożym Narodzeniem, widzę w nim zaproszenie nie do wielkich rzeczy, ale do zgody. Na to, że nie wszystko rozumiem. Na to, że Bóg przychodzi inaczej, niż się spodziewam. Na to, że Jego światło czasem wchodzi w miejsca, które wolałabym omijać.

Adwent prowadzi mnie do tego momentu - do małej, cichej decyzji: „tak”. Nie na wszystko naraz. Nie na całe życie. Tylko na dziś.

Maryja pokazuje mi, że zgoda nie jest słabością. Jest odwagą. Może w tym właśnie rodzi się światło.

Jezu, daj mi odwagę powiedzieć Ci dzisiaj moje małe „tak”.

Słowo na tydzień - III Niedziela Adwentu (Gaudete) – „Radość, która nie udaje”

Ewangelia: J 1, 6-8.19-28 – Jan jako świadek światła

Dzisiejsza niedziela nazywa się „Różową”. Radość Adwentu.  Ale Ewangelia wcale nie jest lekka - jest o świadectwie. O Janie, który nie udaje kogoś, kim nie jest. Kiedy pytają go, czy jest Mesjaszem, on po prostu odpowiada: „Nie jestem.” I to mnie dziś zatrzymuje.

Bo czasem próbuję być silniejsza, spokojniejsza, bardziej poukładana, niż naprawdę jestem. A Jan mówi mi dzisiaj jedno: „Nie musisz.”

Radość, do której zaprasza ta niedziela, nie jest sklejona uśmiechem na siłę. Ona płynie z prawdy. Z tego, że nie potrzebuję udawać. Tak jak Jan - mogę być sobą, nawet jeśli to znaczy przyznać, że w środku jest zmęczenie, że czegoś się boję, że czegoś nie wiem. Bóg nie prosi mnie o rolę. Prosi o autentyczność. A prawda ma w sobie jakąś niezwykłą lekkość - nawet jeśli jest trudna.

Może to jest właśnie radość tej niedzieli: że nie muszę być światłem. Wystarczy, że potrafię wskazać na Tego, który nim jest.

Panie, naucz mnie radości, która rodzi się z prawdy.

Święty Mikołaj biskup – praca plastyczna, która uczy, kim naprawdę był Mikołaj

Dzieci często mylą Świętego Mikołaja ze skrzatem w czapce. Ta praca pomaga im zobaczyć prawdziwy strój biskupa: mitrę i pastorał, a jednocześnie tworzą postać, którą mogą zabrać do domu.


Materiały:
  • szablon głowy z brodą i mitrą (jedna część)

  • szablon pastorału

  • rolki po papierze

  • biały pasek papieru

  • czerwony kwadrat (płaszczyk)

  • kredki

  • nożyczki

  • klej

Dzieci kolorują całość: twarz, brodę i mitrę.
To dobry moment, by powiedzieć, że mitra to nakrycie głowy biskupa, a Święty Mikołaj był biskupem z Miry, znanym z pomocy innym.

Dzieci kolorują i wycinają pastorał — znak pasterza, który troszczy się o powierzonych mu ludzi.

Rolki oklejamy białym papierem, który będzie tłem.

Czerwony kwadrat przyklejamy na białą powierzchnię rolki. To „płaszczyk” biskupa — prosty element, a od razu tworzy charakter postaci.

Na górę rolki przyklejamy głowę Mikołaja. Z boku dodajemy pastorał.

Powstały Mikołaj może stanąć na półce, w klasowej galerii lub przy żłóbku.

Święty Mikołaju, pomóż nam mieć serce otwarte na dobro i gotowe do dzielenia się z innymi. Amen.

Miło mi, że do mnie zaglądasz. Jeśli korzystasz z mojej pracy proszę, pomóż mi dotrzeć do większej ilości czytelników, a przyczynisz się do rozwoju bloga. Każde polubienie, obserwacja, polajkowanie lub komentarz nie pójdzie na marne. Dziękuję :) Panią od religii możesz znaleźć na Fb i Instagramie. Gdybyś chciał/chciała mnie wesprzeć to możesz postawiać mi wirtualną kawę.

Słowo na tydzień - II Niedziela Adwentu – „Przygotować w sobie drogę”

Jan Chrzciciel w Ewangelii brzmi jak ktoś, kto nie boi się powiedzieć prawdy, nawet kiedy jest niewygodna. I kiedy czytam dziś jego słowa: „Przygotujcie drogę Panu”, mam wrażenie, że one nie mówią o świecie. Mówią o mnie. Adwent zawsze kojarzył mi się z porządkami, świecami, kalendarzem, ale dzisiejsza Ewangelia przypomina, że najważniejsza droga do przygotowania nie jest z kamieni - jest z serca. I czasem jest kręta, zarośnięta, zaniedbana. Czasem po prostu zapomniana.


Jan nie zaprasza mnie do perfekcji. Zaprasza do uczciwości. Do spojrzenia na to, co we mnie potrzebuje prostoty, światła, decyzji. Może to mój brak cierpliwości. Może lęk, który wciąż wraca. Może jakieś „później”, które przeciąga się od miesięcy.

Widzę, że przygotowanie drogi nie polega na tym, by zmienić wszystko. Chodzi o jeden kroczek w stronę Boga. Jedno „przepraszam”, jedna rozmowa, jedna spokojniejsza modlitwa. Może w tym tygodniu Pan chce przejść moją drogą, nawet jeśli nie jest idealna. Może wystarczy, że mu ją otworzę.

Jezu, pokaż mi dziś jedno miejsce w sercu, 

które potrzebuje wyrównania.

O św. Mikołaju, który robił dobro po cichu

Kiedy myślę o św. Mikołaju, nie widzę czerwonego płaszcza ani sań przecinających nocne niebo. Widzę człowieka, który po prostu nie potrafił przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia. Nie szukał rozgłosu. Nie budował wielkich akcji. Nie robił „szumu” wokół swojego pomagania. On po prostu miał oczy, które widziały. I serce, które reagowało szybciej niż kalkulacja.

To właśnie w nim zachwyca mnie najbardziej: ta niezwykła zwyczajność dobra. Bez fajerwerków. Bez podpisów. Bez „zobaczcie, co zrobiłem”.

Św. Mikołaj wolał działać tak, żeby nikt nie czuł się upokorzony. Przynosił pomoc tak, by człowiek zostawał z poczuciem godności, a nie długu wdzięczności. Cichy gest, który bardziej przypomina dotyk niż czyn bohaterski.

Kiedy patrzę na tę jego dyskretną miłość, myślę, że dziś właśnie tego najbardziej nam brakuje: gestów, które niczego nie oczekują. zauważenia, które nie robi zdjęcia. dobroci, która nie sprawdza, kto patrzy.

Św. Mikołaj przypomina mi, że czasem najprostsze rzeczy mają najwięcej mocy: drobna pomoc, która odmienia czyjś dzień, słowo, które przywraca oddech, obecność, która staje się światłem.

I że dobro naprawdę nie musi być duże, żeby było prawdziwe. Musi być jedynie szczere. Może dlatego tak bardzo kochamy św. Mikołaja - bo przypomina nam, że każdy z nas może być dla kogoś światłem. Cicho. Po swojemu. W sam raz.

Bóg nie działa szybko. Bóg działa dokładnie

Są takie dni, kiedy mam poczucie, że wszystko zatrzymało się w pół kroku. Że czekam na coś, co wciąż nie przychodzi. Że moje modlitwy idą w górę, a odpowiedzi krążą gdzieś daleko, jak pociąg, który ma spóźnienie, ale nikt nie wie, ile minut. I wtedy wraca do mnie jedno zdanie: Bóg nie działa szybko. Bóg działa dokładnie.

To zdanie jest dla mnie jak zahaczenie liny o coś stabilnego. Przypomina mi, że tempo nie jest miarą Jego obecności. Że cisza nie znaczy braku działania. Że Bóg widzi całość, nie tylko mój punkt „tu i teraz”, ale też to, czego nie wzięłam pod uwagę, o co nawet nie umiem poprosić, co mogłabym zniszczyć, gdybym dostała zbyt wcześnie.

Czasem patrzę na swoje życie i widzę, jak bardzo niektóre rzeczy musiały „dojrzeć”, zanim stały się dla mnie dobre. Jak wiele sytuacji, które wydawały się tragedią, okazały się początkiem. Jak Bóg wyprowadzał mnie z miejsc, których sama nigdy bym nie opuściła, bo bałam się stracić to, co znałam.

Może dlatego Jego działanie przypomina bardziej troskliwe składanie puzzli niż szybką akcję. Precyzja zamiast pośpiechu. Uważność zamiast fajerwerków.

Dzisiaj chcę zostawić tu tylko tę prostą myśl: Jeśli czujesz, że nic się nie dzieje - to wcale nie znaczy, że Bóg milczy. On po prostu nie przyspiesza tego, co ma być trwałe.

Panie, naucz mnie czekać bez lęku.
Daj mi spokój, który nie zależy od tempa świata.
Prowadź mnie swoim rytmem, nawet jeśli idziemy wolniej, niż bym chciała.

Może i Ty dziś tego potrzebujesz.

Słowo na tydzień – I Niedziela Adwentu: "Obudzić serce"

Ewangelia na dziś nie jest łatwa. Jezus mówi wprost: „Czuwajcie.” I od rana to słowo chodzi ze mną jak ktoś, kto delikatnie potrząsa za ramię, kiedy przysypiam nad własnymi sprawami. Nie straszy. Nie pogania. Raczej pyta: „Czy jesteś tu naprawdę?”  W tym fragmencie jest coś, co mnie dotyka najbardziej - ludzie w czasach Noego żyli zupełnie normalnie. Jedli, pili, kochali, budowali swoje małe światy. I właśnie tam, w tej codzienności, coś ich ominęło. Myślę, że ja też często żyję „normalnie”, aż za bardzo. Zajęta, rozbiegana, przyzwyczajona do tego, że wszystko jest tak jak zawsze. 


Adwent wchodzi w ten rytm jak światło zapalone w ciemnym pokoju. Niby nic wielkiego, a nagle wszystko wygląda inaczej. 
To „czuwajcie” nie każe mi siedzieć na baczność. Ono mnie budzi - do uważności, do obecności, do tego, by nie przespać siebie.

Tak łatwo zgubić sens w długich listach zadań. Tak łatwo przeżyć dzień tylko na pół obecna. A Jezus mówi dziś: „Bądź tu. Zauważ. Nie prześpij tego, co ważne.” Myślę, że Adwent zaczyna się właśnie od tego: od obudzenia serca. Nie od wielkich postanowień, nie od perfekcyjnych planów. Od jednego cichego „jestem”. Może dziś właśnie tego potrzebujesz - nie robić więcej, tylko być bardziej.

Jezu, obudź moje serce do uważności

Copyright © Pani od religii