Hiob – wiara w cierpieniu
Cierpienie jest jednym z tych miejsc, w których najtrudniej mówić o Bogu. Łatwo wypowiadać piękne zdania, kiedy życie jest spokojne. Łatwo mówić o zaufaniu, kiedy wszystko układa się w całość. Ale kiedy przychodzi strata, choroba, samotność, niesprawiedliwość albo ból, którego nikt nie potrafi zrozumieć, wtedy wiara przestaje być teorią. Wtedy zaczyna się pytanie: czy ja naprawdę wierzę Bogu, kiedy nie rozumiem?
Księga Hioba jest jedną z najtrudniejszych i najbardziej poruszających ksiąg Biblii. Nie daje prostych odpowiedzi. Nie tłumaczy cierpienia w sposób łatwy i wygodny. Nie mówi: „wszystko szybko się wyjaśni”. Nie pozwala też na pobożne uproszczenia. Pokazuje człowieka sprawiedliwego, który cierpi. I to już samo w sobie jest bardzo ważne.
Bo czasem wciąż żyje w nas pokusa myślenia, że jeśli ktoś cierpi, to pewnie czymś sobie na to zasłużył. Że ból zawsze jest karą. Że gdyby człowiek był wystarczająco dobry, wystarczająco pobożny, wystarczająco wierny, Bóg oszczędziłby mu trudnych doświadczeń. Hiob burzy takie myślenie. Biblia mówi o nim jasno:
„Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła.”
Hi 1,1
Hiob nie cierpi dlatego, że jest złym człowiekiem. Nie zostaje ukarany za ukryty grzech. Nie jest przykładem kogoś, kto musi „dostać nauczkę”. Jest człowiekiem wiernym, a jednak doświadcza straty.
Traci majątek. Traci dzieci. Traci zdrowie. Traci poczucie bezpieczeństwa. Z człowieka szanowanego, bogatego i spełnionego staje się kimś siedzącym w popiele, osamotnionym, niezrozumianym, zranionym także przez słowa tych, którzy przyszli go pocieszać. I właśnie w tym miejscu Księga Hioba staje się tak bliska człowiekowi. Bo cierpienie często nie jest tylko tym, co się wydarza. Jest także tym, co dzieje się później: samotnością, pytaniami, spojrzeniami innych, próbami tłumaczenia, które zamiast pomagać — ranią.
Przyjaciele Hioba przychodzą do niego początkowo w piękny sposób. Siedzą z nim w milczeniu przez siedem dni i siedem nocy. To chyba ich najlepszy moment. Nie mówią nic, bo widzą, że jego ból jest ogromny. Czasem właśnie taka obecność jest najbardziej ewangeliczna, nawet jeśli dzieje się jeszcze w Starym Testamencie. Być przy kimś. Nie tłumaczyć. Nie spieszyć się z radą. Nie przykrywać bólu gotowym zdaniem. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyjaciele zaczynają mówić.
Próbują znaleźć prostą przyczynę cierpienia Hioba. Sugerują, że musiał zgrzeszyć. Że Bóg jest sprawiedliwy, więc skoro Hiob cierpi, to na pewno coś zawinił. Ich myślenie wydaje się religijne, ale jest bardzo okrutne. Bo można mówić o Bogu tak, że człowieka się nie podnosi, tylko dobija.
Księga Hioba ostrzega przed taką pobożnością. Przed słowami, które brzmią poprawnie, ale nie mają miłości. Przed tłumaczeniem cierpienia drugiego człowieka z pozycji kogoś, kto stoi z boku i nie krwawi. Hiob nie przyjmuje fałszywego pocieszenia. Nie zgadza się na kłamstwo o sobie. Nie udaje, że wszystko jest dobrze. Nie mówi: „skoro wierzę, nie wolno mi płakać”. Wręcz przeciwnie - woła, skarży się, pyta, cierpi, nie rozumie. I to jest bardzo ważne duchowo.
Wiara Hioba nie polega na milczeniu za wszelką cenę. Nie polega na udawaniu spokoju. Nie polega na tym, że człowiek zaciska zęby i mówi: „nic się nie stało”. Hiob rozmawia z Bogiem prawdziwie. A prawdziwa modlitwa czasem boli.
W jego słowach jest bunt, lament, rozpacz, pragnienie sprawiedliwości. Ale mimo całego bólu Hiob nie zrywa relacji z Bogiem. On właśnie do Boga zanosi swoje pytania. Nawet kiedy nie rozumie Boga, nadal mówi do Niego. To dla mnie jedna z największych lekcji tej księgi.
Człowiek wierzący może płakać. Może pytać. Może nie rozumieć. Może mówić Bogu prawdę o swoim bólu. To nie musi być brak wiary. Czasem to jest właśnie wiara ogołocona ze wszystkiego, co było łatwe. Hiob wypowiada zdanie, które od wieków porusza ludzi cierpiących:
„Ja wiem: Wybawca mój żyje.”
Hi 19,25
To nie jest zdanie wypowiedziane z wygodnego miejsca. To nie jest cytat z czasu powodzenia. To słowa człowieka siedzącego pośród ruin swojego życia. Właśnie dlatego są tak mocne.
Hiob nie ma jeszcze pełnego objawienia, które my znamy w Chrystusie. Nie widzi krzyża i zmartwychwstania tak, jak widzi je Kościół. A jednak w jego słowach jest niezwykłe przeczucie nadziei: że Bóg żyje, że ostatnie słowo nie należy do cierpienia, że nawet jeśli wszystko się rozsypało, istnieje Ktoś większy niż ból.
W chrześcijaństwie ta nadzieja znajduje pełnię w Jezusie Chrystusie. Bo Bóg nie odpowiedział na cierpienie człowieka tylko teorią. Nie zesłał nam wykładu o bólu. Nie dał prostego schematu, który wszystko wyjaśnia. Bóg wszedł w cierpienie. Syn Boży stał się człowiekiem. Doświadczył zmęczenia, odrzucenia, zdrady, samotności, niesprawiedliwego sądu, bólu ciała i opuszczenia. Na krzyżu Jezus woła słowami Psalmu:
„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”
Mt 27,46
To wołanie pokazuje, że Bóg jest bliżej cierpiącego człowieka, niż czasem jesteśmy w stanie uwierzyć.
Chrystus nie stoi daleko od ludzkiego bólu. On zna go od środka.
Dlatego w katolickim spojrzeniu cierpienie nigdy nie jest czymś dobrym samo w sobie. Nie szukamy cierpienia dla cierpienia. Nie romantyzujemy bólu. Nie mówimy człowiekowi cierpiącemu: „ciesz się, bo cierpisz”. To byłoby nieludzkie.
Ale wierzymy, że cierpienie przeżywane z Chrystusem może zostać przemienione. Może stać się miejscem spotkania, oczyszczenia, zawierzenia, współuczestnictwa w krzyżu Pana. Nie dlatego, że ból przestaje boleć, ale dlatego, że nie jest już samotny.
Święty Jan Paweł II w liście apostolskim Salvifici doloris pisał o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, wskazując, że odpowiedź najpełniej objawia się w krzyżu Chrystusa. To właśnie tam Bóg nie tylko widzi cierpienie człowieka, ale sam je niesie.
Hiob prowadzi nas w tę stronę. Jeszcze nie zna pełni odpowiedzi, ale jego historia otwiera serce na tajemnicę, którą dopiero Chrystus rozświetli do końca. A jednak nawet w Księdze Hioba Bóg nie daje prostego wyjaśnienia. Kiedy w końcu przemawia, nie odpowiada na wszystkie pytania tak, jak chcielibyśmy. Nie tłumaczy Hiobowi szczegół po szczególe, dlaczego wydarzyło się to, co się wydarzyło. Zamiast tego pokazuje mu ogrom stworzenia, tajemnicę świata, granice ludzkiego poznania. To może być trudne. Bo my chcielibyśmy odpowiedzi. Konkretnej. Natychmiastowej. Takiej, która zamknie temat. A Bóg często nie daje nam pełnej mapy. Daje siebie. Hiob nie otrzymuje wyjaśnienia wszystkiego. Otrzymuje spotkanie z Bogiem. I po tym spotkaniu mówi:
„Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem.”
Hi 42,5
To zdanie jest jak przejście z religii zasłyszanej do wiary przeżytej. Hiob znał Boga wcześniej. Był sprawiedliwy, modlił się, żył uczciwie. Ale cierpienie prowadzi go przez ciemność, w której poznaje Boga inaczej. Głębiej. Nie przez cudze opowieści, ale przez własne spotkanie. To nie znaczy, że cierpienie było łatwe. Nie znaczy, że było „opłacalne”. Nie wolno tak mówić o ludzkim bólu. Ale znaczy, że nawet w cierpieniu Bóg może być obecny. Nawet tam, gdzie człowiek widzi tylko stratę, może dokonać się tajemnicze spotkanie.
Hiob uczy mnie wiary, która nie jest handlem z Bogiem.
Nie wierzę po to, żeby zawsze było dobrze. Nie modlę się tylko wtedy, kiedy Bóg spełnia moje oczekiwania. Nie kocham Boga dlatego, że chroni mnie przed każdym bólem. To bardzo trudna lekcja. Może jedna z najtrudniejszych. Bo gdzieś głęboko chcielibyśmy, żeby wiara była gwarancją spokojnego życia. Chcielibyśmy, żeby dobro zawsze było natychmiast nagradzane, a zło natychmiast karane. Chcielibyśmy świata prostego i przewidywalnego.
Księga Hioba mówi: życie nie zawsze tak wygląda. Ale Bóg nadal jest Bogiem.
Wiara Hioba nie jest tania. Nie jest łatwa. Nie jest zbudowana na dobrym samopoczuciu. To wiara człowieka, który stracił niemal wszystko, a jednak nie pozwolił, by cierpienie całkowicie odebrało mu relację z Bogiem.
Bardzo porusza mnie także koniec tej księgi. Bóg upomina przyjaciół Hioba, mówiąc, że nie mówili o Nim prawdy tak jak Hiob. To mocne. Bo oni wypowiadali wiele religijnie brzmiących zdań, a jednak to Hiob - płaczący, pytający, zmagający się - był bliżej prawdy.
To daje nadzieję wszystkim, którzy boją się swojej modlitwy w cierpieniu. Bóg nie gorszy się naszym płaczem. Nie odrzuca pytań wypowiedzianych z bólu. Nie domaga się sztucznego uśmiechu. On chce prawdy serca.
Hiob uczy, że wiara w cierpieniu nie zawsze wygląda pięknie z zewnątrz. Czasem jest poszarpana. Czasem milczy. Czasem płacze. Czasem powtarza tylko: „Panie, nie rozumiem, ale nie chcę odejść”.
I może właśnie to jest akt wiary bardzo czysty. Nie spektakularny. Nie łatwy. Nie ozdobny. Ale prawdziwy.
Warto też powiedzieć uczciwie: Księga Hioba nie jest prostą receptą dla cierpiących. Nie należy jej używać, żeby komuś szybko zamknąć usta. Kiedy ktoś cierpi, najpierw potrzebuje obecności, delikatności, modlitwy, czasem konkretnej pomocy, a nie wykładu.
Hiob przypomina, że obok cierpiącego człowieka trzeba zdjąć sandały, jak wobec ziemi świętej. Bo ból drugiego człowieka jest tajemnicą, do której nie wolno wchodzić z hałasem.
Jeśli już chcemy być jak przyjaciele Hioba, bądźmy jak oni przez pierwsze siedem dni - obecni i milczący. Nie jak później, gdy zaczęli tłumaczyć to, czego nie rozumieli.
Czego więc uczy mnie Hiob?
A przede wszystkim prowadzi mnie do Chrystusa.
Bo tylko przy krzyżu Hiobowa rana znajduje światło. Nie łatwą odpowiedź. Nie slogan. Nie pocieszenie na skróty. Ale Boga, który sam wszedł w cierpienie i przeszedł przez nie ku zmartwychwstaniu. Dlatego chrześcijańska nadzieja nie mówi: „nie będziesz cierpieć”. Mówi: cierpienie nie ma ostatniego słowa.
Ostatnie słowo należy do Boga. Do życia. Do miłosierdzia. Do zmartwychwstania.
Może ktoś, kto dziś czyta historię Hioba, siedzi właśnie pośród własnego popiołu. Może nie umie się modlić. Może nie rozumie, dlaczego spotkało go to, co spotkało. Może słyszał już zbyt wiele słów, które miały pocieszyć, a tylko zraniły. Jeśli tak, to może dziś wystarczy jedno zdanie: Panie, nie rozumiem, ale jestem.
Czasem wiara w cierpieniu zaczyna się właśnie tak. Nie od wielkich deklaracji. Nie od gotowych odpowiedzi. Nie od udawania, że nie boli. Od pozostania przed Bogiem z prawdą. A Bóg, który słyszał Hioba, słyszy także Ciebie.

Komentarze
Prześlij komentarz