Matka – ta, która kocha, nosi i oddaje Bogu
Dzień Matki ma w sobie coś bardzo czułego. Nawet jeśli dla wielu osób nie jest prostym świętem. Bo macierzyństwo nie zawsze pachnie tylko kwiatami, laurką i spokojnym porankiem. Czasem jest zmęczeniem, nieprzespaną nocą, modlitwą przez łzy, cichym lękiem o dziecko, tęsknotą, bezradnością, wdzięcznością i miłością, której nie da się zmierzyć. Dlatego w Dzień Matki warto spojrzeć nie tylko na obraz idealny, ale na prawdę o sercu matki. A Biblia mówi o tym sercu bardzo głęboko. Nie banalizuje macierzyństwa. Nie sprowadza go do ładnego symbolu. Pokazuje matki, które czekają, cierpią, chronią, modlą się, walczą, ufają i oddają Bogu to, co najcenniejsze.
Najpiękniej widzimy to oczywiście w Maryi. Maryja nie jest tylko wzruszającym obrazem Matki z Dzieciątkiem. Jest Matką, która powiedziała Bogu „tak”, zanim poznała całą drogę. Przyjęła Jezusa najpierw w sercu, potem pod sercem. Jej macierzyństwo od początku było związane z wiarą. Kiedy anioł Gabriel mówi do Niej w Nazarecie, Maryja nie dostaje szczegółowego planu na życie. Nie wie, jak będzie wyglądała przyszłość. Nie wie jeszcze o Betlejem, ucieczce do Egiptu, zagubieniu Jezusa w świątyni, Kanie Galilejskiej, krzyżu i poranku zmartwychwstania. A jednak odpowiada:
„Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego.”
Łk 1,38
To pierwsza lekcja Maryi dla każdej matki i dla każdego człowieka: miłość zaczyna się od zgody na życie, którego nie da się w pełni kontrolować. Matka często kocha właśnie tak. Nie dlatego, że zna całą przyszłość dziecka. Nie dlatego, że wie, jak wszystko się ułoży. Kocha, choć nie ma gwarancji. Kocha, choć nie wszystko rozumie. Kocha, choć boi się o jutro.
W Ewangelii dwa razy pojawia się zdanie, że Maryja zachowywała i rozważała sprawy w swoim sercu. To bardzo matczyne. Ile rzeczy matka nosi w sercu, choć nie mówi ich głośno? Ile trosk, pytań, wspomnień, modlitw i lęków mieści się w jej milczeniu? Maryja uczy, że serce matki może być miejscem modlitwy. Nie tylko wtedy, gdy wszystko jest piękne. Także wtedy, gdy przychodzi niepokój. Szczególnie porusza mnie Maryja stojąca pod krzyżem. Nie może zabrać Synowi cierpienia. Nie może zatrzymać wydarzeń. Nie może odwrócić bólu. Może być. I jest.
„A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego…”
J 19,25
To jedno z najmocniejszych zdań o macierzyństwie. Matka, która zostaje. Matka, która nie ucieka, choć serce pęka. Matka, która stoi tam, gdzie miłość najbardziej boli. Nie każda matka może rozwiązać problemy swojego dziecka. Nie każda może je ochronić przed cierpieniem. Nie każda zna właściwe słowa. Ale obecność matki bywa jak cichy znak: nie jesteś sam. Pod krzyżem Jezus powierza Maryję Janowi, a Jana Maryi:
„Oto Matka twoja.”
J 19,27
Kościół widzi w tym coś więcej niż osobistą troskę Jezusa o Maryję. Widzi duchowe macierzyństwo Maryi wobec uczniów Chrystusa. Maryja staje się Matką Kościoła. Matką tych, którzy wierzą. Matką tych, którzy czasem stoją pod własnym krzyżem i nie umieją już mówić. Dlatego katolik nie boi się iść do Maryi. Nie stawia Jej w miejscu Boga. Nie adoruje Jej tak, jak adoruje Chrystusa. Ale kocha Ją jako Matkę daną przez Jezusa. Prosi Ją o wstawiennictwo, tak jak dziecko prosi matkę, by pomogła mu wrócić do Syna.
Obok Maryi Biblia pokazuje także inne matki.
Anna, matka Samuela, modli się z bólem. Długo czeka na dziecko. W świątyni wylewa duszę przed Panem. Jej modlitwa nie jest spokojna i uporządkowana. Jest pełna łez. A jednak Bóg ją słyszy. Anna uczy, że macierzyństwo zaczyna się nieraz od pragnienia, które boli. Od oczekiwania. Od modlitwy, której nikt nie rozumie. Od cichego „Panie, Ty wiesz”. Kiedy rodzi się Samuel, Anna rozpoznaje, że dziecko jest darem Boga. Nie własnością. Nie przedłużeniem jej ambicji. Nie kimś, kogo można zatrzymać tylko dla siebie. Mówi:
„O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam.”
1 Sm 1,27
To bardzo trudna, ale piękna prawda: matka daje życie, ale nie posiada życia dziecka. Prawdziwa miłość matki nie polega na zatrzymaniu dziecka przy sobie za wszelką cenę. Polega także na tym, by pomagać mu iść za Bogiem.
Jest też matka Mojżesza. Kobieta, która rodzi dziecko w czasie zagrożenia. Chroni je tak długo, jak może. A potem robi coś niewyobrażalnie trudnego: wkłada syna do koszyka i powierza nurtowi Nilu. To obraz matki, która kocha w sytuacji, na którą nie ma wpływu. Robi wszystko, co może, a resztę musi oddać Bogu. Ile matek zna to uczucie? Robię, co mogę. Chronię, ile umiem. Modlę się. A potem muszę puścić. Macierzyństwo jest nie tylko noszeniem dziecka. Jest także uczeniem się oddawania. Najpierw Bogu. Potem życiu. Potem drodze, której matka nie zawsze może przejść za dziecko.
Biblia pokazuje też matczyną miłość w obrazie Boga. Prorok Izajasz zapisuje jedno z najczulszych zdań Starego Testamentu:
„Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.”
Iz 49,15
Bóg używa obrazu matki, żeby opowiedzieć o swojej wiernej miłości. To nie znaczy, że Bóg jest matką w sensie ludzkim. Bóg przekracza nasze kategorie. Ale Jego miłość jest tak czuła, wierna i pamiętająca, że obraz matczynego serca pomaga nam ją przeczuć. Matka nosi dziecko w pamięci ciała i serca. Bóg mówi: Ja pamiętam jeszcze głębiej.
Dzień Matki może być świętem wdzięczności, ale też dniem bardzo delikatnym. Nie każdy ma łatwą relację z mamą. Nie każda mama żyje. Nie każda kobieta, która pragnęła macierzyństwa, mogła zostać matką. Nie każda matka ma dziś dziecko blisko siebie. Nie każda usłyszy życzenia. Nie każda dostanie kwiaty. Dlatego warto przeżywać ten dzień z czułością. Bez lukru, który boli tych, którzy noszą trudną historię. I bez odbierania piękna tym, którzy naprawdę chcą dziś dziękować.
Kościół patrzy na macierzyństwo jak na dar i powołanie. Ale rozumie też, że macierzyństwo ma różne twarze. Jest macierzyństwo biologiczne. Jest macierzyństwo duchowe. Jest cicha troska kobiet, które nie urodziły dzieci, ale prowadzą innych do dobra, wiary, życia i nadziei. Jest serce, które potrafi przyjąć, chronić i kochać.
Maryja jest Matką, ale jest też wzorem duchowego macierzyństwa dla całego Kościoła. Pokazuje, że macierzyństwo najgłębiej oznacza zdolność przyjęcia życia i oddania go Bogu.
W Dzień Matki myślę o mamach, które dziś się uśmiechają. O tych, które są zmęczone. O tych, które ukrywają łzy. O tych, które czekają na telefon. O tych, które modlą się za dzieci, choć dzieci może już dawno nie modlą się same. O tych, które stoją pod krzyżem swoich rodzin i trwają.
Myślę też o dzieciach, które dziś tęsknią. O tych, które chciałyby jeszcze raz usłyszeć głos mamy. O tych, które próbują przebaczyć. O tych, które dopiero uczą się wdzięczności.
I myślę o Maryi, która nie zasłania Jezusa, ale zawsze do Niego prowadzi.
Może właśnie dziś warto pomodlić się prosto:
Maryjo, Matko Jezusa,
naucz nas kochać wiernie.
Naucz matki ufać Bogu wtedy, gdy nie mogą wszystkiego ochronić.
Naucz dzieci wdzięczności, przebaczenia i czułości.
Przytul tych, dla których ten dzień jest trudny.
I prowadź nas do Jezusa.
Bo każda matczyna miłość, jeśli jest prawdziwa, ma w sobie coś z Ewangelii: daje życie, trwa przy krzyżu i uczy nadziei.

Komentarze
Prześlij komentarz