„Ja jestem z tobą” – kiedy najbardziej tego potrzebujemy
Jedno zdanie z Biblii potrafi zostać z człowiekiem na długo. Nie dlatego, że jest skomplikowane. Nie dlatego, że wymaga wielkiego komentarza. Czasem właśnie dlatego, że jest proste. Tak proste, że można je powtarzać w drodze do pracy, w kolejce, przy łóżku chorego, w ciszy kościoła, w nocy, kiedy myśli nie dają zasnąć. „Ja jestem z tobą”. To jedno z najważniejszych zdań, jakie Bóg mówi do człowieka. Nie obiecuje w nim, że życie będzie łatwe. Nie mówi, że ominą nas cierpienie, lęk, samotność, strata, niezrozumienie czy trudne decyzje. Mówi coś innego. Coś głębszego. Nie będziesz w tym sam. I może właśnie dlatego to zdanie wraca w Biblii tak często. Bo człowiek od początku potrzebuje nie tylko odpowiedzi. Potrzebuje obecności.
Kiedy Bóg powołuje Mojżesza, ten nie czuje się gotowy. Ma wątpliwości. Pyta, kim jest, żeby iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu. Mojżesz nie zaczyna swojej misji od pewności siebie. Zaczyna ją od lęku, poczucia małości i świadomości, że zadanie go przerasta. A Bóg odpowiada mu:
„Ja będę z tobą.”
Wj 3,12
To bardzo ważne. Bóg nie daje Mojżeszowi długiego planu awaryjnego. Nie tłumaczy wszystkiego od początku do końca. Nie mówi: „poradzisz sobie, bo jesteś silny”. Mówi: „Ja będę z tobą”. To znaczy, że najważniejszą odpowiedzią Boga na ludzką niepewność nie jest instrukcja, ale obecność.
Mojżesz będzie musiał iść. Będzie musiał stanąć przed faraonem. Będzie musiał prowadzić lud, który nieraz będzie narzekał, buntował się i tęsknił za Egiptem. Droga nie stanie się łatwa tylko dlatego, że Bóg obiecał obecność. Ale Mojżesz nie pójdzie sam.
Myślę, że bardzo potrzebujemy tego zdania, kiedy stoimy przed czymś większym od nas. Przed decyzją, rozmową, odpowiedzialnością, której się boimy. Przed etapem życia, którego nie wybieraliśmy. Przed powołaniem, które nas przerasta. Przed codziennością, w której nikt nie widzi, ile naprawdę kosztuje nas kolejny krok. „Ja jestem z tobą” nie usuwa ciężaru. Ale sprawia, że ciężar nie jest niesiony samotnie.
Bóg mówi podobnie do Jozuego, kiedy ten ma przejąć odpowiedzialność po Mojżeszu. Przed nim wielkie zadanie: wprowadzić lud do Ziemi Obiecanej. To nie jest spokojna zmiana pokoleniowa. To moment pełen napięcia, odpowiedzialności i lęku. I wtedy Bóg mówi:
„Czyż ci nie rozkazałem: Bądź mężny i mocny? Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz.”
Joz 1,9
Nie bój się, bo Bóg jest z tobą. To nie jest psychologiczne hasło na poprawę nastroju. To słowo przymierza. Bóg, który prowadził swój lud, nie wycofuje się w chwili przejścia. Nie zostawia człowieka tylko dlatego, że zaczyna się nowy etap.
Właśnie wtedy, kiedy kończy się coś znanego, a zaczyna coś niepewnego, najbardziej potrzebujemy usłyszeć: „Ja jestem z tobą”. Potrzebujemy tego, gdy zmienia się życie. Gdy trzeba odejść z miejsca, które już nie jest domem. Gdy zaczynamy od nowa. Gdy dzieci dorastają. Gdy relacje się zmieniają. Gdy ciało słabnie. Gdy przyszłość nie ma już kształtu, który sobie zaplanowaliśmy.
Bóg nie mówi: „wszystko będzie takie samo”. Mówi: „Ja będę z tobą”. To zasadnicza różnica. W Księdze Izajasza znajdujemy jedno z najczulszych i najmocniejszych zapewnień Boga:
„Nie lękaj się, bo jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.”
Iz 41,10
To zdanie można czytać bardzo powoli. Słowo po słowie. Nie lękaj się. Jestem z tobą. Umacniam cię. Wspomagam. Podtrzymuję.
Bóg nie jest obserwatorem naszego życia. Nie stoi z daleka i nie sprawdza, jak sobie poradzimy. On podtrzymuje.
W wierze katolickiej obecność Boga nie jest tylko wspomnieniem ani poetyckim obrazem. Wierzymy, że Bóg naprawdę działa w historii, w Kościele, w sakramentach, w Słowie, w modlitwie, w łasce. Jego obecność osiąga swoją pełnię w Jezusie Chrystusie - Emmanuelu, czyli „Bogu z nami”. To imię pojawia się w Ewangelii według św. Mateusza:
„Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami.”
Mt 1,23
W Jezusie Bóg nie tylko mówi: „jestem z tobą”. On naprawdę przychodzi. Przyjmuje ludzkie ciało. Wchodzi w naszą codzienność. Zna zmęczenie, głód, łzy, przyjaźń, odrzucenie, samotność i cierpienie. Nie zbawia nas z daleka. Jest Bogiem bliskim. To jest serce chrześcijaństwa. Bóg nie jest ideą. Nie jest tylko prawem. Nie jest tylko dalekim Stwórcą. Jest Ojcem, który posyła Syna. Jest Synem, który staje się człowiekiem. Jest Duchem Świętym, który mieszka w sercach wierzących i przypomina nam, że nie jesteśmy opuszczeni.
Dlatego zdanie „Ja jestem z tobą” dla chrześcijanina prowadzi zawsze do Chrystusa. Najmocniej widać to w Ewangelii, kiedy Jezus po zmartwychwstaniu posyła uczniów na cały świat. To musiał być moment ogromny i trudny. Uczniowie słyszą misję, która przekracza ich możliwości. Mają iść, nauczać, chrzcić, głosić Ewangelię. I wtedy Jezus kończy słowami:
„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”
Mt 28,20
Przez wszystkie dni. Nie tylko w dni mocnej wiary. Nie tylko w święta. Nie tylko wtedy, gdy człowiek pięknie się modli. Nie tylko wtedy, gdy wszystko się układa. Przez wszystkie dni. Także przez dni suche. Przez dni wątpliwości. Przez dni, kiedy modlitwa jest jednym westchnieniem. Przez dni, kiedy człowiek czuje się niewystarczający. Przez dni, kiedy trzeba po prostu wytrwać. Jezus nie obiecuje uczniom łatwej misji. Obiecuje im swoją obecność.
To bardzo ważne także dla nas. Bo czasem myślimy, że jeśli Bóg jest z nami, to powinno być lżej. Że problemy powinny szybciej się rozwiązywać. Że modlitwa powinna natychmiast przynosić jasność. Że skoro wierzę, to nie powinnam się bać. A Biblia pokazuje coś innego. Bóg jest z Mojżeszem, a jednak droga przez pustynię jest długa. Bóg jest z Jozuem, a jednak musi on podjąć walkę. Bóg jest z prorokami, a jednak wielu ich odrzuca. Jezus jest z uczniami, a jednak burze na jeziorze się zdarzają.
Obecność Boga nie jest gwarancją życia bez burz. Jest obietnicą, że burza nie ma ostatniego słowa. Najbardziej potrzebujemy „Ja jestem z tobą” wtedy, gdy czujemy, że nikt do końca nie rozumie naszego serca. Można być wśród ludzi i czuć się samotnym. Można mieć obowiązki, rozmowy, wiadomości, spotkania, a jednak nosić w sobie miejsce, którego nikt nie dotyka. Można słyszeć dobre rady i nadal czuć, że ból pozostał. Bóg widzi także to. Psalmista mówi:
„Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu.”
Ps 34,19
To zdanie jest jak balsam. Bóg jest blisko nie tylko ludzi silnych. Nie tylko tych, którzy sobie radzą. Nie tylko tych, którzy mają gotowe świadectwo z pięknym zakończeniem. Jest blisko skruszonych. Blisko złamanych. Blisko tych, którzy może nie mają już wielkich słów. Właśnie wtedy „Ja jestem z tobą” nie brzmi jak teoria. Brzmi jak ratunek.
Potrzebujemy tego zdania także wtedy, gdy wracamy do Boga po dłuższej przerwie. Kiedy człowiek oddalił się od modlitwy, sakramentów, Kościoła, czasem boi się wrócić. Myśli, że musi najpierw zasłużyć. Że musi się uporządkować. Że Bóg czeka z wyrzutem. Tymczasem Ewangelia pokazuje Ojca, który wypatruje syna marnotrawnego. Wychodzi naprzeciw. Przywraca godność. Nie zaprzecza prawdzie, ale odpowiada miłosierdziem. Bóg jest z nami także w powrocie. Nie tylko na początku drogi. Nie tylko wtedy, gdy jesteśmy wierni. Także wtedy, gdy wracamy ze wstydem i pustymi rękami.
W sakramencie pokuty i pojednania to zdanie staje się bardzo konkretne. Człowiek klęka z grzechem, a w imię Chrystusa słyszy rozgrzeszenie. To nie jest symboliczne pocieszenie. To realne działanie łaski. Bóg mówi: jestem z tobą w twoim powrocie. Nie jesteś przekreślony.
Najpełniej jednak Bóg jest z nami w Eucharystii. To tu zdanie „Ja jestem z tobą” staje się bliskością niepojętą. Jezus nie zostawił nam tylko wspomnienia. Został z nami prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie pod postaciami chleba i wina. W tabernakulum, na ołtarzu, w Komunii Świętej. Czasem człowiek nie potrzebuje wielu słów. Potrzebuje usiąść przed Najświętszym Sakramentem i pozwolić, żeby obecność Boga była odpowiedzią. Nie zawsze przyjdzie wzruszenie. Nie zawsze przyjdzie jasność. Ale On jest. A wiara bardzo często zaczyna się właśnie od uznania tej obecności.
Panie, jesteś.
Nawet jeśli ja nie czuję.
Nawet jeśli nie rozumiem.
Nawet jeśli się boję.
Jesteś.
To zdanie może zmienić dzień nie dlatego, że magicznie rozwiąże wszystkie sprawy. Może zmienić dzień, bo przesuwa ciężar z samotnego dźwigania na zawierzenie. Kiedy wiem, że Bóg jest ze mną, mogę zrobić kolejny krok. Nie cały plan. Nie całe życie naraz. Jeden krok. Mogę wstać. Mogę zadzwonić. Mogę przeprosić. Mogę pójść do spowiedzi. Mogę zacząć od nowa. Mogę przetrwać ten dzień. Mogę powiedzieć: „Panie, prowadź”.
„Ja jestem z tobą” to zdanie dla tych, którzy się boją. Dla tych, którzy zaczynają coś nowego. Dla tych, którzy opiekują się innymi i sami czują się słabi. Dla tych, którzy stoją przy czyimś cierpieniu. Dla tych, którzy stracili grunt pod nogami. Dla tych, którzy wracają. Dla tych, którzy nie potrafią już modlić się długo.
To zdanie jest jak ręka położona na ramieniu. Nie krzyczy. Nie przyspiesza. Nie zawstydza. Po prostu jest. I może właśnie dziś warto je zabrać ze sobą jak mały fragment światła.
„Ja jestem z tobą”. Powiedzieć je rano. Powtórzyć w chwili lęku. Zapisać na kartce. Zaznaczyć w Biblii. Wrócić do niego wieczorem. Niech pracuje w sercu. Bo Bóg naprawdę nie zostawia człowieka samego. Jest z nami w Słowie, w Eucharystii, w sakramentach, w Kościele, w cichej modlitwie, w chwilach, których nikt inny nie widzi. I może najbardziej potrzebujemy tego zdania właśnie wtedy, kiedy wszystko w nas mówi: „nie dam rady”. Bóg odpowiada: Ja jestem z tobą.

Komentarze
Prześlij komentarz