Dlaczego przed Ewangelią robimy trzy małe znaki krzyża?

Są takie gesty w czasie Mszy świętej, które wykonujemy prawie bez zastanowienia. Wstajemy, odpowiadamy, klękamy, robimy znak krzyża, składamy ręce, śpiewamy Alleluja. Ciało pamięta, nawet wtedy, gdy głowa jest zmęczona albo myśli uciekają w stronę obiadu, planów na popołudnie i tego, co jeszcze trzeba zrobić po powrocie do domu. Wśród takich gestów jest też mały znak krzyża wykonywany przed Ewangelią: na czole, na ustach i na sercu.

Dzieci często robią go dlatego, że widzą dorosłych. Dorośli robią go dlatego, że robili go od zawsze. I czasem jedni i drudzy nie wiedzą już właściwie, co ten gest oznacza. A szkoda, bo jest bardzo piękny. Krótki, prosty, cichy, a jednocześnie mówi o tym, jak chcemy przyjąć Słowo Boże.

Ewangelia jest szczególnym momentem liturgii słowa. W czasie Mszy świętej słuchamy najpierw czytań, psalmu, czasem drugiego czytania, ale gdy przychodzi Ewangelia, wstajemy. Śpiewamy Alleluja albo w Wielkim Poście inną aklamację. Kapłan lub diakon pozdrawia nas słowami: „Pan z wami”, a potem zapowiada Ewangelię według świętego Mateusza, Marka, Łukasza albo Jana. I właśnie wtedy robimy trzy małe znaki krzyża.

Nie jest to przypadkowy gest ani ozdoba dodana do liturgii. To modlitwa wypowiedziana ciałem. Zanim usłyszymy słowa Jezusa, znaczymy krzyżem swoje czoło, usta i serce, jakbyśmy mówili całym sobą: Panie, niech Twoje słowo będzie w moim myśleniu, w moim mówieniu i w moim kochaniu.

Znak krzyża na czole przypomina, że Słowo Boże ma dotknąć naszych myśli. Nie słuchamy Ewangelii tylko uszami. Słuchamy także rozumem. Chcemy ją zrozumieć, zapamiętać, przemyśleć, pozwolić jej porządkować nasze spojrzenie na świat. To ważne, bo bardzo łatwo myśleć po swojemu, według lęku, złości, uprzedzeń, pośpiechu albo tego, co akurat podpowiadają inni. Ewangelia uczy nas myślenia Jezusowego. Nie zawsze łatwego, ale prawdziwego. Krzyżyk na czole jest więc prośbą: Panie Jezu, oświeć moje myśli. Pomóż mi rozumieć Twoje słowo i nie żyć tak, jakby moja własna racja była najważniejsza.

Znak krzyża na ustach przypomina, że Słowo Boże ma dotknąć naszego mówienia. To bardzo konkretne. Usta potrafią błogosławić, pocieszać, modlić się, dziękować, przepraszać i mówić prawdę. Ale potrafią też ranić, kłamać, obgadywać, narzekać, wyśmiewać, powtarzać rzeczy niepotrzebne i niszczyć pokój w domu, w klasie, w pracy albo w internecie. Przed Ewangelią znaczymy usta krzyżem, bo chcemy, żeby nasze słowa były bardziej podobne do słów Chrystusa. Nie chodzi o to, żeby mówić dużo pobożnych zdań. Chodzi o to, żeby mówić z większą miłością, uczciwością i odpowiedzialnością.

Znak krzyża na sercu jest chyba najbardziej poruszający. Słowo Boże nie ma zostać tylko w głowie ani tylko na ustach. Ma zejść głębiej. Do serca. Do miejsca naszych pragnień, decyzji, uczuć, ran, złości, tęsknot i miłości. Można wiele wiedzieć o Ewangelii, można pięknie o niej mówić, a jednak nie pozwolić jej naprawdę przemienić serca. Dlatego ten trzeci mały znak krzyża jest tak ważny. To prośba: Panie Jezu, niech Twoje słowo zamieszka we mnie. Niech nie przejdzie obok. Niech dotknie tego, co we mnie twarde, zamknięte, zmęczone i jeszcze nieuzdrowione.

Dobrze jest tłumaczyć dzieciom ten gest bardzo prosto. Na czole: chcę myśleć o Jezusie i rozumieć Jego słowo. Na ustach: chcę mówić dobrze i dzielić się Ewangelią. Na sercu: chcę kochać Jezusa i zachować Jego słowo w sobie. Dzieci szybko zapamiętują takie wyjaśnienie, zwłaszcza jeśli nie podamy go jak definicji do nauczenia, ale jak sens gestu, który naprawdę ma im pomóc w modlitwie.

Można też powiedzieć jeszcze krócej: Jezu, bądź w moich myślach, w moich słowach i w moim sercu. Taka mała modlitwa może towarzyszyć dziecku nie tylko w kościele. Przecież myśli, słowa i serce są nam potrzebne każdego dnia. W szkole, w domu, na podwórku, przy odrabianiu lekcji, w rozmowie z rodzicami, w kłótni z rodzeństwem, w wiadomościach pisanych do kolegów. Ewangelia nie jest tylko do wysłuchania w niedzielę. Ona chce wejść w życie.

Warto zwrócić uwagę, że ten mały znak krzyża robimy kciukiem. Nie machamy ręką szybko i byle jak. Nie robimy gestu tak niedbale, że właściwie sami nie wiemy, czy dotknęliśmy czoła, nosa czy policzka. To drobny znak, ale powinien być wykonany świadomie. Spokojnie. Z wiarą. Nie dlatego, że Bóg potrzebuje idealnej precyzji naszych ruchów, ale dlatego, że ciało pomaga sercu się modlić. Jeśli gest jest byle jaki, serce bardzo łatwo też odpływa.

Dorośli również potrzebują wrócić do znaczenia tego znaku. Czasem wydaje nam się, że takie proste wyjaśnienia są tylko dla dzieci, a tymczasem to my najczęściej wykonujemy święte gesty z przyzwyczajenia. Robimy znak krzyża przed Ewangelią, a potem wychodzimy z kościoła i wracamy do tych samych słów, tych samych narzekań, tych samych ocen, tych samych myśli pełnych lęku albo złości. A przecież ten gest jest zaproszeniem do nawrócenia. Małe trzy krzyżyki mówią: niech Ewangelia naprawdę mnie dotknie.

Słowo Boże nie jest zwykłym tekstem. W liturgii Kościoła słuchamy go jako żywego słowa Boga skierowanego do nas tu i teraz. Dlatego przed Ewangelią wstajemy. Dlatego odpowiadamy: „Chwała Tobie, Panie”. Dlatego czynimy znak krzyża. Nie słuchamy tylko historii sprzed dwóch tysięcy lat. Słuchamy Jezusa, który mówi do Kościoła dzisiaj. Do mnie dzisiaj. Do mojego życia, moich spraw, moich decyzji, moich relacji.

Może warto podczas najbliższej Mszy świętej zrobić te trzy małe znaki krzyża naprawdę świadomie. Nie w pośpiechu. Nie automatycznie. Na czole z prośbą o światło dla myśli. Na ustach z prośbą o czyste i dobre słowa. Na sercu z prośbą, żeby Ewangelia nie została na zewnątrz, ale weszła głęboko i przemieniała życie.

Ten gest trwa tylko chwilę, ale może dużo powiedzieć o naszej wierze. Pokazuje, że nie chcemy być jedynie słuchaczami z przyzwyczajenia. Chcemy przyjąć Słowo Boże całym sobą. Umysłem, mową i sercem.

A gdyby dziecko zapytało: „Po co robimy te trzy krzyżyki?”, można odpowiedzieć najprościej:

Na czole, żeby myśleć po Bożemu.
Na ustach, żeby mówić słowa dobre i prawdziwe.
Na sercu, żeby kochać Jezusa i nosić Jego słowo w sobie.

Tyle wystarczy na początek.

A potem dobrze samemu tak właśnie spróbować żyć.

Komentarze

Copyright © Pani od religii