Wielka Ryba – książka o tym, że nie wystarczy tylko „jakoś żyć”
Są takie książki, które nie tyle się czyta, ile się przez nie przechodzi. „Wielka Ryba” o. Adama Szustaka jest właśnie jedną z nich. To nie jest religijna lektura do odhaczenia, po której człowiek odkłada książkę na półkę i idzie dalej tak samo. To raczej zaproszenie, żeby zatrzymać się i uczciwie zapytać siebie: czy ja naprawdę wiem, kim jestem, co Bóg we mnie złożył i do czego mnie prowadzi? Książka jest zbudowana wokół historii Sary i Tobiasza, a sam autor prowadzi czytelnika właśnie przez tę biblijną opowieść, łącząc ją z doświadczeniem duszpasterskim, odniesieniami do psychologii i nawet do świata sportu. Nie robi tego po to, żeby było „nowocześnie”, ale po to, żeby pokazać, że Słowo Boże naprawdę dotyka codziennego życia.
Najmocniejsze w tej książce jest dla mnie to, że ona nie kręci się wokół pustych haseł o samorozwoju. To nie jest opowieść w stylu: uwierz w siebie i wszystko się uda. U Szustaka chodzi o coś głębszego. O odkrycie „kształtu własnej duszy”, czyli tego, kim naprawdę jesteś, jakie masz talenty, predyspozycje i dary od Boga, oraz do czego to wszystko może służyć. RTCK w opisie książki pisze wprost, że „Wielka Ryba” zawiera konkretną metodę i ćwiczenie, które mają pomóc nazwać te dary, zobaczyć, w jakich sytuacjach się uruchamiają, i odkryć, jak można je wykorzystać w życiu. To już pokazuje, że nie jest to książka tylko do rozważania, ale też do pracy nad sobą.
I właśnie to bardzo mi się w tej książce podoba. Bo wiara nie jest tylko wzruszeniem, nastrojem albo ładnym cytatem zapisanym w zeszycie. Wiara ma prowadzić do odpowiedzialności. Do tego, żeby nie przespać własnego życia. Żeby nie udawać przez lata, że „kiedyś się ogarnę”, „kiedyś znajdę swoje miejsce”, „kiedyś zrobię coś z tym, co noszę w sercu”. Tytułowa wielka ryba w opisie wydawcy nie jest przypadkowym obrazem. To właśnie ona, schwytana przez Tobiasza na polecenie anioła Rafała, staje się częścią drogi, która prowadzi nie tylko do uzdrowienia ojca i spotkania miłości życia, ale też do odnalezienia własnej duszy. To bardzo mocny obraz. Bo czasem człowiek naprawdę potrzebuje przejść drogę, zmierzyć się z lękiem, wyjść z bezpiecznego miejsca, żeby zobaczyć, kim jest naprawdę.
Ta książka nie głaszcze. Ona raczej delikatnie, ale stanowczo pyta: co robisz z tym, co dostałeś? Czy znasz swoje mocne strony? Czy widzisz, co Bóg w Tobie złożył? Czy żyjesz w zgodzie z tym, do czego zostałeś stworzony, czy tylko próbujesz przetrwać kolejny tydzień? I myślę, że właśnie dlatego „Wielka Ryba” tak trafia do ludzi. Bo wielu z nas nie potrzebuje już kolejnych ogólników. Potrzebuje światła. Potrzebuje nazwać rzeczy po imieniu. Potrzebuje zobaczyć, że życie z Bogiem nie polega tylko na unikaniu grzechu, ale też na odkrywaniu swojego miejsca, swojej drogi i swojej odpowiedzialności. Sam wydawca podkreśla, że książka ma pomóc nie tylko w sferze duchowej, ale też w pracy, relacjach i codziennym życiu, bo odkrycie własnych darów wpływa na to, jak człowiek kocha, pracuje i podejmuje decyzje.
Bardzo cenne jest też to, że „Wielka Ryba” nie zatrzymuje się na poziomie: poznaj siebie, żeby było ci lepiej. Tu chodzi o coś więcej. Odpowiedzialność nie jest tu ciężarem narzuconym z zewnątrz, ale odpowiedzią na to, kim naprawdę jesteś. Jeśli odkrywasz swoją duszę, swoje dary i swoje powołanie, to zaczynasz rozumieć, że nie jesteś na tym świecie przypadkiem. I że szkoda życia na bylejakość. To już nie jest tylko temat religijny. To jest temat bardzo ludzki. Bardzo codzienny. Bardzo prawdziwy.
„Wielka Ryba” wydaje mi się książką dla tych, którzy czują, że w środku mają więcej, niż dziś żyją. Dla tych, którzy może są zmęczeni, trochę pogubieni, może nawet sfrustrowani, bo życie nie wygląda tak, jak miało wyglądać. Dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż religijnych sloganów. I może właśnie dlatego ta książka ma w sobie tyle siły. Bo nie obiecuje łatwej drogi. Ale pokazuje, że warto ją podjąć. Że warto szukać. Że warto wreszcie przestać żyć na pół gwizdka.
To nie jest książka, którą przeczytasz bezpiecznie i bez konsekwencji. Ona może zaboleć. Może coś odkryć. Może Cię zatrzymać przy pytaniach, od których uciekałaś albo uciekałeś od dawna. Ale może właśnie dlatego warto po nią sięgnąć. Bo czasem jedna dobra książka potrafi nie tyle zmienić całe życie, ile pomóc wreszcie wejść na drogę, która naprawdę jest twoja.

Komentarze
Prześlij komentarz