„Nie umrzeć za życia” – jak nie pozwolić, by serce oddaliło się od Boga
Są książki, które czyta się dla zdobycia wiedzy. Są też takie, które stawiają człowieka przed lustrem i zmuszają do zadania sobie niewygodnych pytań. Do tej drugiej grupy należy „Nie umrzeć za życia. Wiara, krzyż i nawrócenie” ks. Roberta Skrzypczaka. To nie jest lektura, która ma poprawić samopoczucie. To zaproszenie do głębokiego rachunku sumienia i ponownego odkrycia, czym naprawdę jest życie z Chrystusem.
Już sam tytuł jest mocnym wezwaniem. Można przecież żyć biologicznie, pracować, realizować plany i spełniać marzenia, a jednocześnie być duchowo martwym. Można przyzwyczaić się do wiary, traktować ją jak element tradycji albo obowiązek i nie zauważyć, że relacja z Bogiem stopniowo gaśnie. Ks. Skrzypczak pokazuje, że największym zagrożeniem dla chrześcijanina nie zawsze jest otwarte odrzucenie Boga. Znacznie częściej jest nim obojętność, wygoda i życie tak, jakby Ewangelia nie miała wpływu na codzienne decyzje.
Autor nie ucieka od trudnych tematów. Pisze o krzyżu, nawróceniu, grzechu, współczesnych zagrożeniach dla wiary oraz o mentalności, która podpowiada, że człowiek sam jest dla siebie najwyższym autorytetem. Jednocześnie nie zatrzymuje się na krytyce świata. Cała książka prowadzi do odkrycia, że odpowiedzią na duchowy kryzys nie jest lęk ani zamknięcie się przed rzeczywistością, ale żywa relacja z Jezusem Chrystusem. To On daje człowiekowi nowe życie i pozwala odnaleźć sens nawet tam, gdzie po ludzzku wydaje się, że pozostała już tylko porażka.
Bardzo poruszyło mnie to, że ks. Skrzypczak nie przedstawia wiary jako zbioru przepisów czy nakazów. Pokazuje ją jako drogę. Drogę, na której nie da się pominąć krzyża, ale która prowadzi do prawdziwej wolności. W świecie, który za wszelką cenę chce uniknąć cierpienia, autor przypomina, że chrześcijanin nie szuka bólu, lecz nie ucieka od niego, jeśli prowadzi on do większej miłości i zjednoczenia z Chrystusem.
Książka mocno podkreśla także, że wiara nie jest wydarzeniem od święta. Nie ogranicza się do niedzielnej Mszy Świętej ani okazjonalnej modlitwy. Sprawdza się w codzienności – w relacjach małżeńskich, rodzinnych, zawodowych, w przebaczeniu, uczciwości i sposobie patrzenia na drugiego człowieka. To właśnie tam okazuje się, czy naprawdę wierzymy Ewangelii.
Czytając tę książkę, wielokrotnie wracałam do słów Jezusa: „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10). To właśnie o takim życiu pisze ks. Skrzypczak. Nie o życiu łatwym, pozbawionym problemów, ale o życiu przeżywanym z Bogiem, który potrafi przemienić ludzką słabość w miejsce działania swojej łaski.
„Nie umrzeć za życia” nie jest książką, którą odkłada się na półkę zaraz po przeczytaniu. To lektura, do której warto wracać, ponieważ każde kolejne spotkanie z jej treścią może odkryć coś nowego o naszej wierze i naszym sercu. Jest wymagająca, ale jednocześnie pełna nadziei. Przypomina, że Bóg nie przestaje szukać człowieka i że dopóki żyjemy, zawsze możemy wrócić do Niego.
Po zamknięciu tej książki zostaje we mnie jedno przekonanie – największą tragedią nie jest śmierć ciała. Największą tragedią byłoby przeżyć całe życie, nigdy naprawdę nie pozwalając Chrystusowi ożywić swojego serca. To właśnie przed takim duchowym uśpieniem przestrzega ks. Robert Skrzypczak, zapraszając każdego z nas do autentycznego nawrócenia i życia, które ma swój początek i cel w Bogu.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz