„Projekt Judyta” o. Adama Szustaka OP – kobieta, która nie musi czekać, aż ktoś powie jej, ile jest warta

Są książki, których tytuł może początkowo sugerować coś zupełnie innego, niż znajdujemy w środku. „Projekt Judyta. Czym jest siła kobiety?” o. Adama Szustaka OP mogłaby wyglądać jak kolejny poradnik o pewności siebie, relacjach z mężczyznami czy odkrywaniu kobiecości. Tymczasem punktem wyjścia jest Biblia, a konkretnie Księga Judyty i pytanie znacznie głębsze: kim jest kobieta w zamyśle Boga i skąd naprawdę bierze się jej wartość?

Książka powstała na podstawie wcześniejszej audiokonferencji o tym samym tytule. Pierwsze wydanie ukazało się nakładem RTCK w 2019 roku, a publikacja otrzymała kościelne zezwolenie na druk na podstawie „nihil obstat” udzielonego dla konferencji „Projekt Judyta” i „Projekt Jonasz”. Biblioteka Narodowa klasyfikuje ją jako poradnik duchowy oraz rozważania dotyczące Księgi Judyty, kobiecości i duchowości katolickiej.

Bohaterką, za którą podąża o. Szustak, jest Judyta – jedna z najbardziej fascynujących kobiet Starego Testamentu. Wdowa, która w chwili śmiertelnego zagrożenia swojego ludu nie pozostaje bierna. Modli się, pości, podejmuje decyzję, działa z ogromną odwagą i ostatecznie doprowadza do śmierci Holofernesa, wodza asyryjskiej armii oblegającej Betulię. Jej historia nie jest więc romantyczną opowieścią o kobiecości. To historia kobiety wierzącej, mądrej, samodzielnej i zdolnej podjąć odpowiedzialność wtedy, gdy inni tracą nadzieję.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się właściwy „Projekt Judyta”.

O. Szustak stawia mocną tezę: kobieta nie otrzymuje swojej wartości od mężczyzny. Nie staje się pełniejszą osobą dlatego, że ktoś ją pokochał, wybrał, poślubił czy powiedział jej, że jest piękna. Jej godność jest wcześniejsza. Wynika z tego, że została chciana i stworzona przez Boga. Wydawca opisuje tę myśl jako odkrywanie kobiety pięknej, wolnej i kompletnej w tym, w co została wyposażona przez Stwórcę.

To ważne, bo bardzo łatwo pomylić pragnienie miłości z uzależnieniem własnej wartości od miłości drugiego człowieka. Można przecież marzyć o małżeństwie, kochać mężczyznę, budować z nim życie i jednocześnie wiedzieć, że to nie on jest odpowiedzią na wszystkie potrzeby mojego serca. Żaden człowiek nie może zająć miejsca Boga.

I chyba właśnie tę część książki warto czytać szczególnie uważnie.

Chrześcijaństwo nie mówi przecież kobiecie: „nikogo nie potrzebujesz”. Człowiek został stworzony do relacji. Mówi jednak coś znacznie głębszego: drugi człowiek nie jest twoim zbawicielem. Nie musi nim być mąż, narzeczony ani ktokolwiek, od kogo oczekujemy potwierdzenia własnej wartości. Dopiero kiedy przestajemy żądać od drugiego człowieka, żeby wypełnił miejsce przeznaczone dla Boga, możemy naprawdę go kochać – nie dlatego, że bez niego przestaniemy istnieć, ale dlatego, że chcemy ofiarować mu siebie.

„Projekt Judyta” sporo miejsca poświęca również kobiecemu pięknu. O. Szustak rozróżnia piękno od samej atrakcyjności seksualnej i pyta, co sprawia, że kobieta rzeczywiście staje się piękna. Pisze także o niezależności, emocjonalności, relacji z mężczyzną, kobiecej sile i duchowości maryjnej. Wydawca właśnie te zagadnienia wymienia jako jedne z głównych tematów książki.

Nie wszystkie sformułowania autora muszą każdej czytelniczce odpowiadać. O. Szustak pisze charakterystycznym dla siebie językiem – bezpośrednim, czasem prowokacyjnym, z humorem i mocnymi tezami. Niektóre jego uogólnienia dotyczące kobiet i mężczyzn mogą skłaniać do dyskusji. I chyba dobrze czytać tę książkę właśnie jako konferencyjne rozważanie inspirowane Biblią, a nie jako kompletny katolicki traktat o kobiecie.

Najcenniejsze jest dla mnie to, co znajduje się pod tymi wszystkimi rozważaniami: pytanie o źródło własnej wartości.

Bo można przez całe życie przeglądać się w oczach innych ludzi.

Czy jestem wystarczająco ładna? Czy ktoś mnie potrzebuje? Czy jestem kochana? Czy ktoś mnie wybierze? Czy jestem dobrą żoną, matką, córką? Czy inni mnie doceniają?

I można tak bardzo wsłuchiwać się w odpowiedzi świata, że przestanie się słyszeć odpowiedź Boga.

A przecież pierwsze i najważniejsze spojrzenie na człowieka nie należy do ludzi. Należy do Stwórcy.

Judyta jest tutaj niezwykle ciekawą przewodniczką. Jest wdową, a więc jej historia nie zostaje zdefiniowana przez obecność mężczyzny. Zarządza pozostawionym majątkiem, cieszy się szacunkiem, a kiedy jej miasto znajduje się w niebezpieczeństwie, potrafi wezwać starszyznę i przedstawić własny plan działania. W analizach Księgi Judyty zwraca się uwagę także na rozbudowaną genealogię bohaterki oraz wyjątkową pozycję, jaką zajmuje w swojej społeczności.

Ale jednocześnie jej siła nie jest przedstawiona jako samowystarczalność wobec Boga. Przed podjęciem działania Judyta się modli. Jej odwaga nie wyrasta wyłącznie z przekonania: „jestem silna i sobie poradzę”. Jest zakorzeniona w wierze.

I tutaj widzę najpiękniejszy duchowy wymiar tej książki.

Chrześcijańska kobiecość nie musi wybierać między słabością a udowadnianiem całemu światu swojej siły. Można być odważną i jednocześnie klękać przed Bogiem. Można być samodzielną i wiedzieć, że potrzebuje się Jego łaski. Można kochać mężczyznę, nie czyniąc z niego centrum własnego istnienia. Można troszczyć się o swoje piękno, nie sprowadzając swojej wartości do wyglądu. Można być delikatną i jednocześnie niezwykle silną.

Warto też pamiętać, że „Projekt Judyta” jest interpretacją o. Szustaka, a nie samą Księgą Judyty. Dlatego najlepiej byłoby zrobić coś jeszcze: po przeczytaniu książki sięgnąć do Biblii i przeczytać historię Judyty samodzielnie. Zobaczyć jej modlitwę, odwagę, sposób działania i zaufanie Bogu. Pozwolić, aby oprócz słów kaznodziei przemówiło przede wszystkim Słowo.

Po tej lekturze zostaje we mnie pytanie, które chyba warto sobie od czasu do czasu postawić: w czyich oczach próbuję zobaczyć swoją wartość?

Jeżeli odpowiedzi szukam wyłącznie w oczach ludzi, zawsze będę od nich zależna. Jednego dnia ktoś mnie pochwali, drugiego skrytykuje. Ktoś zostanie, ktoś odejdzie. Ktoś zobaczy we mnie piękno, ktoś inny go nie dostrzeże.

Bóg patrzy inaczej.

I może właśnie od odkrycia tego spojrzenia zaczyna się prawdziwa wolność kobiety – nie od przekonania, że nikogo nie potrzebuje, lecz od pewności, że zanim ktokolwiek ją wybrał, ona już została wybrana i umiłowana przez Boga


Komentarze

Copyright © Pani od religii