Hagar – kobieta, którą Bóg zobaczył na pustyni

Historia Hagar nie jest łatwa. Nie jest jedną z tych biblijnych opowieści, które czyta się spokojnie, z poczuciem, że wszyscy zachowali się pięknie, pobożnie i dojrzale. Jest w niej napięcie, bezradność, wykorzystanie, zazdrość, ucieczka, samotność, płacz dziecka i pustynia, na której człowiek zostaje z bólem, którego nikt już nie chce widzieć.

A jednak właśnie w tej historii pojawia się jedno z najpiękniejszych imion Boga wypowiedzianych przez człowieka: „Tyś Bóg, który mnie widzi”.

W Księdze Rodzaju Hagar jest Egipcjanką, niewolnicą Saraj. Nie stoi w centrum obietnicy danej Abrahamowi, nie ma pozycji pani domu, nie decyduje o swoim losie tak, jakby była wolna. Zostaje wciągnięta w ludzkie próby „pomagania” Bogu. Abram i Saraj mają obietnicę potomstwa, ale lata mijają, dziecko się nie pojawia, nadzieja zaczyna boleć coraz bardziej. Saraj daje Abramowi Hagar, aby przez nią mieć potomstwo. Dla nas, czytających tę historię po wiekach i z perspektywy chrześcijańskiej godności osoby, jest to bardzo trudne. Hagar zostaje potraktowana jak narzędzie do rozwiązania problemu innych ludzi.

I właśnie to trzeba powiedzieć uczciwie. Biblia nie pokazuje tej sytuacji po to, żeby ją upiększyć. Nie wszystko, co opisuje Pismo Święte, jest automatycznie pochwalone przez Boga. Czasem Biblia bardzo realistycznie pokazuje ludzką słabość, grzech, lęk, niecierpliwość i skutki decyzji podejmowanych bez zaufania. Historia Hagar jest jednym z takich miejsc. Widzimy, co dzieje się, kiedy człowiek próbuje przyspieszyć Bożą obietnicę własnymi sposobami, nie licząc się z godnością drugiego człowieka.

Kiedy Hagar poczęła dziecko, relacja między kobietami stała się jeszcze trudniejsza. Saraj czuje się upokorzona, Hagar patrzy na nią inaczej, w domu narasta napięcie. W końcu Saraj zaczyna ją źle traktować, a Hagar ucieka na pustynię. To pierwsza pustynia w jej historii. Kobieta w ciąży, samotna, bez zabezpieczenia, bez swojego miejsca, pomiędzy domem, w którym została zraniona, a drogą, na której nie wiadomo, co ją czeka.

I tam znajduje ją Anioł Pański.

To jest bardzo ważne słowo: znajduje. Bóg nie czeka, aż Hagar sama wróci do porządku, nie mówi z daleka, nie udaje, że to tylko poboczna postać w wielkiej historii Abrahama. Bóg widzi ją na pustyni. Widzi kobietę, której inni nie zobaczyli jako osoby. Widzi jej ucieczkę, jej lęk, jej dziecko, jej przyszłość. Pyta ją: „Hagar, niewolnico Saraj, skąd przyszłaś i dokąd idziesz?”. To pytanie nie jest zimnym przesłuchaniem. Jest zatrzymaniem przy jej historii. Bóg pozwala jej nazwać prawdę: „Uciekłam od mojej pani Saraj”.

Hagar nie jest dla Boga anonimowa. Ma imię. Ma historię. Ma ból. Ma drogę.

Anioł Pański mówi jej, że urodzi syna i nada mu imię Izmael, co można rozumieć jako „Bóg słyszy”, ponieważ Pan usłyszał jej udrękę. To kolejny bardzo mocny znak. Bóg nie tylko widzi Hagar. Bóg także słyszy. Słyszy tę, której głos nie miał wielkiej wagi w oczach ludzi. Słyszy niewolnicę, cudzoziemkę, kobietę uciekającą przez pustynię. Słyszy jej udrękę, zanim ona sama mogłaby komukolwiek udowodnić, że zasługuje na uwagę.

Właśnie wtedy Hagar nazywa Boga: „Tyś Bóg, który mnie widzi”. To niezwykłe, bo w tej biblijnej scenie kobieta stojąca na marginesie historii wypowiada prawdę bardzo głęboką. Bóg jest Tym, który widzi człowieka. Nie tylko tłum. Nie tylko wielkie wydarzenia. Nie tylko tych, którzy są ważni w oczach świata. Widzi jedną kobietę na pustyni, w jej najbardziej kruchej chwili.

Ta prawda wraca także w drugim spotkaniu Hagar z pustynią, w dwudziestym pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju. Po narodzinach Izaaka napięcie w domu Abrahama znowu narasta. Sara nie chce, by Izmael dziedziczył razem z jej synem. Abrahamowi jest to bardzo przykre, bo Izmael jest jego dzieckiem, ale ostatecznie Hagar zostaje odesłana z chłopcem. Dostaje chleb i wodę. I znów idzie na pustynię.

Tym razem sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Woda się kończy. Hagar nie potrafi patrzeć na śmierć swojego dziecka, więc zostawia Izmaela pod krzewem i siada z daleka. Płacze. To jedna z najbardziej przejmujących scen macierzyńskiego cierpienia w Biblii. Bezradność matki, która nie ma już czym nakarmić ani napoić dziecka, nie ma siły go uratować i nie może znieść widoku jego umierania.

I znowu Bóg wchodzi w tę pustynię.

Tekst mówi, że Bóg usłyszał głos chłopca. Anioł Boży woła do Hagar z nieba, pyta, co jej jest, i mówi, żeby się nie bała. Potem Bóg otwiera jej oczy i Hagar widzi studnię z wodą. To bardzo piękny szczegół. Studnia była blisko, ale w rozpaczy Hagar jej nie widziała. Bóg nie tylko daje ratunek. On otwiera oczy na źródło życia, które w chwili bólu było poza zasięgiem jej spojrzenia.

Tak często bywa z nami. Kiedy człowiek jest odrzucony, zmęczony, poraniony albo bardzo samotny, jego spojrzenie się zawęża. Widzi tylko stratę, koniec, brak wody, płacz dziecka, pustynię. Widzi to, co boli, i trudno mu zobaczyć cokolwiek więcej. Nie dlatego, że nie ma wiary. Czasem dlatego, że cierpienie naprawdę odbiera światło. Bóg w takiej chwili nie mówi: „Przestań płakać, przesadzasz”. On otwiera oczy i prowadzi do wody.

Historia Hagar jest historią kobiety, którą ludzie przesuwali według własnych planów, a Bóg potraktował poważnie. Ona nie jest główną bohaterką obietnicy danej Abrahamowi, ale nie znaczy to, że jest nieważna dla Boga. To bardzo ważne także dla naszego czytania Biblii. Pan Bóg widzi tych, których my czasem umieszczamy na drugim planie. Widzi osoby ciche, zależne od innych, zranione cudzymi decyzjami, bez głosu, bez wpływu, bez miejsca przy stole, przy którym zapadają najważniejsze decyzje.

Hagar może być bliska każdemu, kto poczuł się użyty, pominięty, niewidzialny albo odesłany na pustynię. Każdemu, kto niósł konsekwencje cudzych wyborów. Każdemu, kto znalazł się w miejscu, w którym już nie miał siły walczyć o siebie. Każdej matce, która bała się o swoje dziecko. Każdemu człowiekowi, który płakał z daleka, bo nie umiał patrzeć na cierpienie kogoś kochanego.

W tej historii jest też bardzo mocne przypomnienie, że Bóg nie patrzy tak jak ludzie. Ludzie potrafią widzieć funkcję zamiast osoby. Rolę zamiast serca. Problem zamiast człowieka. Hagar dla innych mogła być niewolnicą, Egipcjanką, matką dziecka, które komplikowało sytuację w domu. Dla Boga była Hagar. Kobietą z imieniem, cierpieniem i przyszłością. To zmienia wszystko.

Katolickie spojrzenie na tę historię musi prowadzić nas do godności osoby. Nikt nie jest narzędziem do spełniania cudzych planów. Nikt nie jest mniej ważny dlatego, że nie ma pozycji, pieniędzy, wpływu, wykształcenia, rodziny, która go obroni, albo miejsca, gdzie ktoś za nim stanie. Każdy człowiek nosi godność daną przez Boga. Historia Hagar pokazuje, jak bardzo człowiek może zostać zraniony, kiedy inni o tej godności zapominają. Pokazuje też, że Bóg o niej nie zapomina nigdy.

Nie można jednak czytać historii Hagar tylko jako opowieści o ludzkiej niesprawiedliwości. Jest w niej coś jeszcze. Bóg nie usuwa od razu całej trudności. Hagar wraca po pierwszym spotkaniu na pustyni. Później znów doświadcza odrzucenia. Jej droga nie staje się łatwa jak za dotknięciem ręki. A jednak w obu pustyniach Bóg jest obecny. Widzi, słyszy, mówi, daje obietnicę, otwiera oczy, prowadzi do wody.

To bardzo prawdziwe duchowo. Bo czasem chcielibyśmy, żeby Boża obecność oznaczała natychmiastowe wyprowadzenie ze wszystkich trudnych miejsc. A Bóg bywa obecny inaczej. Nie zawsze od razu zmienia całą sytuację, ale nie pozwala człowiekowi zostać samemu. Daje słowo na drogę. Daje wodę na pustyni. Daje siłę na kolejny krok. Daje świadomość, że jestem widziana wtedy, gdy inni już mnie nie widzą.

W imieniu Izmael zostaje zapisana prawda, że Bóg słyszy. W imieniu, które Hagar wypowiada wobec Boga, zostaje zapisana prawda, że Bóg widzi. Widzi i słyszy. To są dwa słowa bardzo potrzebne człowiekowi zranionemu. Bo odrzucenie często polega właśnie na tym, że nikt nie chce widzieć i nikt nie chce słyszeć. Człowiek opowiada swój ból, ale ktoś go ucisza. Człowiek pokazuje ranę, ale ktoś odwraca wzrok. Człowiek prosi o miejsce, ale słyszy, że przeszkadza. Bóg postępuje inaczej. Nie odwraca twarzy od pustyni.

Dla nas ta historia może stać się też rachunkiem sumienia. Nie tylko pocieszeniem, że Bóg mnie widzi, ale pytaniem, czy ja widzę tych, których łatwo ominąć. Czy nie traktuję ludzi przez pryzmat ich przydatności. Czy nie lekceważę cierpienia kogoś, kto jest „trudny”, niewygodny albo nie pasuje do mojej historii. Czy nie odsyłam na pustynię tych, którzy przypominają mi o problemach, jakich nie chcę widzieć. Czy potrafię zatrzymać się przy człowieku, którego Bóg widzi, nawet jeśli świat widzi w nim tylko kłopot.

Hagar nie jest postacią łatwą do włożenia w prosty obrazek. Jej historia zostawia w sercu pewien ciężar. I dobrze. Nie każda biblijna opowieść ma nas od razu uspokoić. Niektóre mają nas obudzić. Pokazać skutki ludzkich decyzji. Przypomnieć o tych, którzy cierpią na marginesie cudzych planów. Nauczyć, że Bóg jest blisko nie tylko w pięknych, uporządkowanych scenach wiary, ale także przy studni na pustyni, obok płaczącej matki i dziecka, którego głos dociera do nieba.

Może właśnie dlatego historia Hagar jest tak ważna dzisiaj. Wielu ludzi żyje z poczuciem niewidzialności. W domu, w pracy, w rodzinie, w Kościele, w społeczeństwie. Są obecni, ale jakby ich nie było. Spełniają role, wykonują obowiązki, znoszą cudze decyzje, uśmiechają się, żeby nie robić problemu, a w środku noszą pustynię. Hagar mówi im cicho, ale bardzo mocno: Bóg widzi. Bóg słyszy. Twoja historia nie jest dla Niego marginesem.

To nie jest tanie pocieszenie. To nie jest zdanie, które ma szybko przykryć ból. To prawda, która może stać się początkiem ocalenia. Jeśli Bóg mnie widzi, to nie jestem tylko tym, co zrobili ze mną ludzie. Jeśli Bóg mnie słyszy, to mój płacz nie ginie w pustce. Jeśli Bóg otwiera oczy, to na pustyni może istnieć źródło, którego sama jeszcze nie widzę.

Hagar nazwała Boga Tym, który ją widzi. Może warto zabrać to imię Boga do własnej modlitwy. Zwłaszcza wtedy, gdy człowiek czuje się pominięty, zmęczony, odrzucony albo niezauważony. Można powiedzieć bardzo prosto: „Panie, Ty mnie widzisz. Widzisz mój ból, moją samotność, moje dziecko, mój lęk, moją pustynię. Otwórz mi oczy na wodę. Nie pozwól mi uwierzyć, że jestem nieważna”.

Bóg Hagar jest Bogiem, który widzi człowieka na pustyni.

Nie z daleka. Nie obojętnie. Nie jako problem do rozwiązania.

Widzieć po Bożemu znaczy kochać, słyszeć, wzywać po imieniu i prowadzić ku życiu. Nawet wtedy, gdy droga biegnie przez miejsce, w którym człowiek myślał, że został już zupełnie sam.

Komentarze

Copyright © Pani od religii