„Cud Guadalupe” Marka Balona – o Maryi, która przyszła do zwyczajnego człowieka

Historia objawień Matki Bożej w Guadalupe należy do tych opowieści, do których lubię wracać, ponieważ za niezwykłymi wydarzeniami kryje się coś bardzo bliskiego naszej codzienności. Jest w niej prosty człowiek, który nie uważa się za nikogo szczególnego, jest trudne zadanie, którego początkowo nie potrafi wykonać, są wątpliwości, niezrozumienie i wreszcie znak, który na zawsze wpisze się w historię Kościoła. Książka „Cud Guadalupe” Marka Balona prowadzi nas do Meksyku, do wydarzeń związanych z objawieniami Maryi i do jednego z najbardziej rozpoznawalnych Jej wizerunków na świecie. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się tej historii nie tylko przez pryzmat niezwykłości, ale również zastanowić się, co właściwie mówi nam ona o Bogu, Maryi i naszej wierze.

W grudniu 1531 roku, według przekazu utrwalonego w tradycji guadalupiańskiej, Maryja ukazała się Juanowi Diego, rdzennemu mieszkańcowi Meksyku, na wzgórzu Tepeyac. Nie wybrała człowieka wpływowego, duchownego ani kogoś, kto mógłby bez trudu dotrzeć do najważniejszych osób w Kościele. Powierzyła swoje przesłanie człowiekowi prostemu, który miał udać się do biskupa i przekazać prośbę o wybudowanie świątyni. Juan Diego spotkał się jednak z niedowierzaniem, a jego słowa nie zostały od razu przyjęte. Trudno się temu dziwić, bo Kościół ma obowiązek ostrożnie podchodzić do relacji o nadzwyczajnych wydarzeniach. Dla samego Juana Diego musiało to jednak oznaczać ogromną próbę. Miał wykonać zadanie, do którego nie czuł się przygotowany, i przekonać ludzi posiadających znacznie większy autorytet niż on sam.

Bardzo porusza mnie właśnie ten fragment historii. Jak często człowiek uważa, że do zrobienia czegoś dobrego potrzebuje szczególnych zdolności, odpowiedniej pozycji albo przekonania, że na pewno sobie poradzi? Tymczasem w Biblii i w dziejach Kościoła wielokrotnie spotykamy ludzi, którzy początkowo nie czuli się gotowi na powierzone im zadania. Mojżesz obawiał się przemawiania, Jeremiasz tłumaczył, że jest zbyt młody, a Maryja z Nazaretu podczas zwiastowania również pytała, jak wypełnią się słowa anioła. Bóg nie zawsze wybiera ludzi, którzy mają już wszystko przygotowane. Czasem powołanie staje się początkiem drogi, podczas której człowiek dopiero uczy się zaufania.

W tradycyjnej opowieści o Guadalupe szczególne miejsce zajmuje także choroba wuja Juana Diego. Zatroskany o bliskiego człowieka, Juan próbuje ominąć miejsce wcześniejszych spotkań z Maryją, ponieważ chce jak najszybciej sprowadzić pomoc. Ten szczegół wydaje mi się bardzo ludzki. Kiedy pojawia się cierpienie kogoś bliskiego, wszystkie inne sprawy schodzą na dalszy plan. Właśnie wtedy Maryja ma zapewnić Juana Diego o swojej macierzyńskiej opiece. W przesłaniu guadalupiańskim nie spotykamy więc jedynie wezwania do wybudowania świątyni, ale również obraz Matki, która dostrzega ludzki niepokój i nie pozostaje wobec niego obojętna.

Dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych wymiarów kultu Matki Bożej z Guadalupe. Maryja nie zastępuje Boga, nie staje się źródłem łaski niezależnym od Chrystusa i nie odciąga człowieka od Ewangelii. Jej macierzyńska obecność prowadzi do Syna. Tak właśnie Kościół katolicki rozumie autentyczną pobożność maryjną. Cześć oddawana Matce Bożej różni się od adoracji należnej wyłącznie Bogu, a jej najgłębszym sensem jest pomoc w coraz pełniejszym życiu z Jezusem. Warto o tym pamiętać szczególnie przy tak niezwykłych historiach, ponieważ łatwo zatrzymać się na samym cudzie, zapominając, dokąd powinien nas prowadzić.

Najbardziej znanym wydarzeniem związanym z Guadalupe jest oczywiście ukazanie się wizerunku Maryi na tilmie Juana Diego, czyli jego płaszczu wykonanym z włókien roślinnych. Według tradycji Juan zebrał róże na wzgórzu Tepeyac i zaniósł je biskupowi jako znak potwierdzający prawdziwość swojego przesłania. Kiedy rozwinął płaszcz, na tkaninie miał ukazać się obraz Matki Bożej. Wizerunek ten do dzisiaj otaczany jest czcią w sanktuarium w Guadalupe i stanowi jeden z najważniejszych symboli katolicyzmu w Meksyku.

Wokół obrazu narosło przez wieki wiele opowieści o jego niezwykłych właściwościach. Mówi się o oczach Maryi, gwiazdach na Jej płaszczu, trwałości tkaniny i tajemnicach, których rzekomo nie potrafi wyjaśnić nauka. W takich sprawach staram się jednak zachować ostrożność. Nie wszystkie popularne twierdzenia mają równie mocne potwierdzenie historyczne czy naukowe, a niektóre bywają powtarzane bez sprawdzenia źródeł. Wiara katolicka nie wymaga przyjmowania każdej sensacyjnej informacji dotyczącej cudownego wizerunku. Nie potrzebujemy przecież kolejnych niezwykłych szczegółów, żeby dostrzec duchowe znaczenie Guadalupe.

Sama historia objawień również wymaga uczciwego rozróżnienia między tradycją religijną a ustaleniami historycznymi. Najbardziej znany opis wydarzeń został utrwalony w tekście „Nican Mopohua”, opublikowanym w XVII wieku w języku nahuatl. Historycy dyskutują nad jego wcześniejszym pochodzeniem oraz nad dokumentacją wydarzeń z 1531 roku. Nie zmienia to faktu, że kult Matki Bożej z Guadalupe odegrał ogromną rolę w życiu religijnym Meksyku, a Juan Diego został kanonizowany przez św. Jana Pawła II w 2002 roku. Warto znać te okoliczności, ponieważ dojrzała wiara nie musi obawiać się pytań o źródła i historię.

Guadalupe ma również szczególne znaczenie ze względu na spotkanie dwóch światów. Objawienia są umiejscawiane w czasie, kiedy ziemie dzisiejszego Meksyku przeżywały dramatyczne przemiany po hiszpańskim podboju. Dla rdzennej ludności był to okres utraty dotychczasowego porządku, przemocy, napięć i ogromnej niepewności. Właśnie w takim kontekście pojawia się obraz Maryi, której wygląd i sposób przedstawienia odczytywano jako bliskie miejscowej kulturze. Wizerunek guadalupiański stał się z czasem ważnym znakiem religijnym i kulturowym, łączącym pokolenia Meksykanów.

Nie chciałabym jednak upraszczać tej historii do stwierdzenia, że jedno objawienie rozwiązało wszystkie problemy związane z ewangelizacją Ameryki. Historia chrystianizacji tych ziem była znacznie bardziej skomplikowana i obejmowała zarówno autentyczne świadectwa wiary, jak i wydarzenia, których nie sposób usprawiedliwiać Ewangelią. Tym bardziej poruszające wydaje mi się przesłanie Maryi, która według tradycji zwraca się z macierzyńską czułością do człowieka należącego do podbitej ludności. Przypomina to o godności każdego człowieka, niezależnie od jego pochodzenia, pozycji społecznej czy znaczenia w oczach świata.

Czytając o Guadalupe, wracam również myślą do tego, jak wiele miejsca w naszej religijności zajmuje poszukiwanie znaków. Chcielibyśmy czasem otrzymać jednoznaczne potwierdzenie, że Bóg nas słyszy, że jesteśmy na właściwej drodze albo że podejmowana decyzja jest dobra. Historia Juana Diego zawiera taki nadzwyczajny znak, ale przecież codzienne życie chrześcijańskie nie polega na oczekiwaniu na kolejne cuda. Bóg przychodzi do nas przede wszystkim w swoim Słowie, sakramentach, modlitwie i zwyczajnych wydarzeniach, w których możemy uczyć się miłości. Największy cud naszej wiary dokonuje się podczas każdej Eucharystii, nawet jeśli nie towarzyszy mu nic, co przyciągnęłoby uwagę mediów.

W książce „Cud Guadalupe” Marek Balon przybliża czytelnikom historię objawień, a szczególną uwagę poświęca samemu wizerunkowi Maryi oraz próbom odkrywania jego tajemnic przy użyciu współczesnych technologii. Publikacja zachęca do przyjrzenia się niezwykłym szczegółom obrazu, jego symbolice i znaczeniu dla kolejnych pokoleń wierzących. To lektura, która może zainteresować zarówno osoby szczególnie związane z kultem maryjnym, jak i tych, którzy dopiero zaczynają poznawać historię Guadalupe.

Przyznam, że najbardziej cenię takie książki wtedy, kiedy oprócz zainteresowania niezwykłymi wydarzeniami zostawiają we mnie coś do przemyślenia. Guadalupe można poznawać przez pryzmat historii, symboliki obrazu, relacji świadków i kolejnych badań, ale ostatecznie nie chciałabym zatrzymać się wyłącznie na pytaniu, w jaki sposób powstał wizerunek Maryi. Znacznie ważniejsze wydaje mi się to, dlaczego Jej obecność stała się dla tak wielu ludzi źródłem nadziei i dlaczego po niemal pięciu stuleciach wciąż przybywają do Guadalupe pielgrzymi, przynosząc swoje prośby, cierpienia i wdzięczność.

Myślę również o Juanie Diego, który nie miał wielkich możliwości ani szczególnej pozycji, a jednak to właśnie z jego imieniem związana jest jedna z najbardziej znanych historii maryjnych. Jest w tym piękne przypomnienie, że Bóg nie mierzy wartości człowieka jego znaczeniem w świecie. Dostrzega tych, których inni mogliby nie zauważyć, i potrafi posłużyć się ich prostotą, wiernością oraz zaufaniem.

„Cud Guadalupe” jest książką, po którą warto sięgnąć z zainteresowaniem, ale również z umiejętnością odróżniania religijnego świadectwa od naukowo potwierdzonego faktu. Nie każda hipoteza dotycząca obrazu musi być dowodem nadprzyrodzonej interwencji, a wiara nie staje się słabsza tylko dlatego, że wobec pewnych zagadnień pozostają pytania. Kościół przypomina przecież, że nawet uznane objawienia prywatne nie należą do depozytu wiary i nie mogą niczego dodawać do Objawienia, które otrzymaliśmy w Jezusie Chrystusie.

Po tej lekturze chciałabym więc zatrzymać w pamięci przede wszystkim obraz Maryi, która według guadalupiańskiej tradycji przychodzi do człowieka pełnego trosk, niepewnego własnych możliwości i zatroskanego o chorego bliskiego. Nie obiecuje mu życia pozbawionego trudności, ale przypomina o macierzyńskiej bliskości i prowadzi go do wypełnienia powierzonego zadania.

Może największym duchowym przesłaniem Guadalupe nie jest samo pytanie o niezwykłość obrazu, lecz przypomnienie, że człowiek nigdy nie jest zbyt mały, zbyt zwyczajny ani zbyt zagubiony, aby Bóg mógł się nim posłużyć. Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, nie zatrzymuje naszej uwagi na sobie, ale prowadzi nas do Tego, któremu sama bezgranicznie zaufała. Do Jezusa.

Komentarze

Copyright © Pani od religii