Sakrament czy sakramentalium? Medalik, woda święcona i błogosławieństwo to nie „małe sakramenty”

W religijnym języku łatwo czasem wrzucić wszystko do jednego worka. Medalik, różaniec, woda święcona, błogosławieństwo, znak krzyża, sakramenty. Wszystko jest „święte”, wszystko jest związane z Kościołem, więc dzieciom i dorosłym może się wydawać, że różnica jest tylko w nazwie. Tymczasem nie jest. Kościół bardzo wyraźnie odróżnia sakramenty od sakramentaliów i warto to uporządkować, bo za tym rozróżnieniem stoi bardzo ważna prawda o tym, jak działa łaska Boża.

Sakramentów jest siedem: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta i pojednanie, namaszczenie chorych, święcenia i małżeństwo. Zostały ustanowione przez Chrystusa i są skutecznymi znakami łaski. To znaczy, że nie są tylko symbolami przypominającymi nam o Bogu. W sakramentach sam Chrystus działa w swoim Kościele i udziela łaski. Dlatego Eucharystia nie jest po prostu pamiątką Ostatniej Wieczerzy, chrzest nie jest religijną ceremonią powitania dziecka, a spowiedź nie jest zwykłą rozmową o błędach. W każdym z tych sakramentów dzieje się coś rzeczywistego i duchowo obiektywnego.

Sakramentalia są czymś innym. To święte znaki ustanowione przez Kościół, które przygotowują człowieka do przyjęcia owocu sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia. Należą do nich między innymi błogosławieństwa, poświęcenia, woda święcona czy egzorcyzmy, a także związane z nimi przedmioty pobłogosławione przez Kościół. Nie są „słabszymi sakramentami” ani ich uproszczoną wersją. Nie działają w taki sam sposób jak sakramenty i nie można stawiać między nimi znaku równości.

To szczególnie ważne w codziennej pobożności, bo właśnie tutaj bardzo łatwo o zamieszanie. Ktoś nosi medalik i zaczyna traktować go jak religijny talizman. Ktoś inny kropi mieszkanie wodą święconą, ale nie przystępuje do sakramentów. Jeszcze ktoś uważa, że skoro dostał błogosławieństwo, to ono automatycznie „załatwia” wszystkie duchowe sprawy. Tymczasem katolicka wiara nie jest magią. Medalik nie chroni przez sam fakt posiadania go. Woda święcona nie działa jak amulet. Błogosławieństwo nie jest zaklęciem.

Znaczenie sakramentaliów wiąże się z wiarą Kościoła i dyspozycją człowieka. Mają prowadzić do Boga, przypominać o Nim, otwierać serce na łaskę, pomagać w modlitwie i uświęcać codzienność. Kiedy żegnamy się wodą święconą, przypominamy sobie własny chrzest. Kiedy kapłan błogosławi dom, rodzinę czy przedmiot, prosimy Boga o Jego opiekę i łaskę. Kiedy nosimy medalik, może on być znakiem wiary, zawierzenia i przynależności do Chrystusa. Ale sam przedmiot nie zastąpi relacji z Bogiem.

To bardzo dobra okazja, żeby powiedzieć dzieciom wprost: medalik nie działa jak „magiczna tarcza”. Nie chodzi o to, że jeśli go założymy, nic złego nie może się wydarzyć. Katolickie rozumienie jest dużo głębsze. Medalik może przypominać, komu należę, komu ufam, do kogo chcę wracać. Może być znakiem modlitwy, zawierzenia i wiary. Ale jego sens znika, jeśli człowiek traktuje go jak przedmiot mający automatycznie przynosić szczęście.

Podobnie z wodą święconą. To nie jest „magiczna woda”, ale sakramentalium, które ma kierować myśl ku Bogu. Używamy jej przy wejściu do kościoła, podczas błogosławieństw, w domu. Znak krzyża uczyniony wodą święconą może być pięknym przypomnieniem chrztu i tego, że należymy do Chrystusa. Ale sama obecność pojemnika z wodą święconą w domu nie czyni życia bardziej chrześcijańskim, jeśli nie ma modlitwy, sakramentów, nawrócenia i codziennej troski o dobro.

Błogosławieństwo również bywa czasem źle rozumiane. Kiedy kapłan, rodzic albo inna uprawniona osoba błogosławi, nie wykonuje magicznego gestu. Błogosławieństwo jest modlitwą, w której prosimy Boga o dobro, ochronę, łaskę i pomoc. W centrum zawsze jest Bóg, nie gest sam w sobie. To On błogosławi, a Kościół modli się w Jego imię.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Sakramentalia nie konkurują z sakramentami. One mają do nich prowadzić. Dobrze przeżyte błogosławieństwo, noszenie medalika, modlitwa różańcowa czy użycie wody święconej powinny pomagać człowiekowi żyć głębiej chrztem, Eucharystią, spowiedzią, małżeństwem czy innymi sakramentami. Jeśli ktoś bardzo przywiązuje się do przedmiotów religijnych, a jednocześnie zaniedbuje Mszę Świętą i sakrament pojednania, warto spokojnie przypomnieć właściwą kolejność.

Nie chodzi oczywiście o lekceważenie sakramentaliów. Przeciwnie, Kościół bardzo je ceni. Są piękną częścią katolickiej duchowości, bo pokazują, że Bóg interesuje się nie tylko chwilą niedzielnej Mszy Świętej, ale całym naszym życiem. Błogosławimy domy, dzieci, małżonków, pokarmy, podróże, miejsca pracy. Używamy znaków, które pomagają przenieść modlitwę do codzienności. Wiara katolicka jest bardzo konkretna i właśnie dlatego posługuje się wodą, gestem, słowem, znakiem krzyża, przedmiotami i przestrzenią. Człowiek nie jest samą duszą. Potrzebuje także tego, co może zobaczyć, dotknąć i zrobić.

Jednocześnie Kościół zawsze przypomina, że najważniejsza jest relacja z Chrystusem. Przedmiot religijny ma do Niego prowadzić, a nie Go zastępować. Woda święcona ma przypominać o chrzcie. Medalik o wierze i zawierzeniu. Błogosławieństwo o tym, że potrzebujemy Boga w codzienności. Wszystko to ma sens wtedy, kiedy człowiek naprawdę chce żyć z Bogiem, a nie tylko otaczać się religijnymi rzeczami.

Dzieciom można to wyjaśnić bardzo prosto: sakrament daje nam łaskę w sposób ustanowiony przez Chrystusa, a sakramentalium pomaga nam przygotować serce, przypomnieć sobie o Bogu i przeżywać codzienność w wierze. Jedno nie jest „większą” ani „mniejszą” wersją drugiego. To dwie różne rzeczy, choć obie należą do życia Kościoła.

Warto takie rozróżnienie znać również jako dorośli, bo pomaga ono uniknąć dwóch skrajności. Z jednej strony przesądnego traktowania przedmiotów religijnych, z drugiej lekceważenia ich jako „niepotrzebnych dodatków”. Katolickie podejście jest bardziej uporządkowane. Sakramentalia mają sens, ponieważ Kościół modli się przez nie i z nimi, a człowiek otwiera się na działanie Boga. Nie są jednak źródłem łaski w takim samym znaczeniu jak sakramenty.

Może więc kiedy następnym razem sięgniemy po wodę święconą, założymy medalik albo poprosimy o błogosławieństwo, warto na chwilę zatrzymać się i przypomnieć sobie, po co to robimy. Nie dla „szczęścia”, nie ze strachu, nie dlatego, że sam gest ma nas zabezpieczyć.

Po to, żeby serce jeszcze raz skierowało się ku Bogu.

I chyba właśnie wtedy sakramentalia spełniają swoją najpiękniejszą rolę: pomagają zobaczyć, że wiara nie kończy się na drzwiach kościoła, ale może przenikać zwyczajne życie.

Komentarze

Copyright © Pani od religii