„Targ zamknięty” o. Adama Szustaka OP – kiedy przestajemy handlować z Bogiem

Zastanawiałam się kiedyś, jak często w naszych modlitwach pojawia się coś, co bardziej przypomina negocjacje niż rozmowę z Bogiem. Prosimy o zdrowie, pomyślne rozwiązanie trudnej sprawy, spokój w rodzinie, a czasami w zamian obiecujemy poprawę, dodatkową modlitwę czy zmianę jakiegoś przyzwyczajenia. Oczywiście samo składanie Bogu obietnic nie musi być niczym złym, podobnie jak proszenie Go o konkretne łaski. Problem zaczyna się wtedy, gdy nabieramy przekonania, że nasze modlitwy, dobre uczynki i religijne praktyki powinny zagwarantować nam określoną odpowiedź. Właśnie takiemu myśleniu przygląda się o. Adam Szustak w książce „Targ zamknięty. Lekcje Hioba. Droga do zbawienia”. I robi to w sposób, który potrafi mocno zakwestionować nasze dotychczasowe wyobrażenia o relacji z Bogiem.

Książka ukazała się w 2018 roku nakładem wydawnictwa RTCK, liczy 192 strony i należy do serii „Jestem legendą”, w której o. Szustak odczytuje historie biblijnych bohaterów w odniesieniu do współczesnego życia. Powstała na podstawie audiokonferencji o tym samym tytule, a jej dodatkowym walorem są ilustracje przygotowane przez dominikanina Jacka Hajnosa. Tym razem autor bierze na warsztat Księgę Hioba, jedną z najbardziej wymagających ksiąg Starego Testamentu. Mogłoby się wydawać, że będzie to kolejna opowieść o cierpieniu, cierpliwości i konieczności pogodzenia się z Bożą wolą. Tymczasem Szustak już na początku kieruje uwagę czytelnika w zupełnie inną stronę. Jego zdaniem w historii Hioba chodzi przede wszystkim o to, jak rozumiemy Boga i na jakich zasadach próbujemy budować z Nim relację.

Hiob jest człowiekiem sprawiedliwym, zamożnym, otoczonym rodziną i cieszącym się szacunkiem. Żyje uczciwie, troszczy się o swoich bliskich i pozostaje wierny Bogu. Nagle jednak traci niemal wszystko. Umierają jego dzieci, znika majątek, a on sam zostaje dotknięty ciężką chorobą. W krótkim czasie jego dotychczasowy świat rozpada się na kawałki. Dla człowieka przekonanego, że dobro powinno być nagradzane, a zło karane, historia ta staje się ogromnym problemem. Skoro Hiob był sprawiedliwy, dlaczego spotkało go tak wielkie nieszczęście? Czy Bóg nie powinien ochronić człowieka, który starał się żyć zgodnie z Jego wolą?

Właśnie tutaj pojawia się zagadnienie, któremu o. Szustak poświęca wiele uwagi, czyli teologia odpłaty, nazywana również teologią retrybucji. Jest to sposób myślenia, według którego powodzenie człowieka stanowi nagrodę za dobre życie, a cierpienie jest konsekwencją popełnionego zła. Tak rozumiany świat wydaje się uporządkowany i przewidywalny. Jeśli będę dobry, Bóg będzie mi błogosławił, a jeśli postąpię źle, spotka mnie kara. Problem polega na tym, że rzeczywistość nie zawsze odpowiada tak prostemu schematowi. Ludzie uczciwi chorują, tracą bliskich i doświadczają niesprawiedliwości, podczas gdy osoby postępujące nieuczciwie nieraz przez długie lata cieszą się zdrowiem, majątkiem i powodzeniem.

Przyznam, że ten sposób myślenia jest nam znacznie bliższy, niż chcielibyśmy przyznać. Wystarczy posłuchać niektórych rozmów o ludzkich nieszczęściach. Ktoś zachorował, więc może powinien zastanowić się nad swoim życiem. Komuś rozpadło się małżeństwo, więc zapewne gdzieś popełnił błąd. Kogoś spotkała tragedia, więc pojawia się pytanie, za co Bóg go ukarał. Czasami takie słowa wypowiadane są bez złej intencji, ale potrafią wyrządzić ogromną krzywdę. Sugerują bowiem, że cierpiący człowiek sam zasłużył na swoje nieszczęście, a Bóg jest kimś, kto nieustannie prowadzi rachunek naszych przewinień i wymierza odpowiednie kary.

Podobnie zachowują się przyjaciele Hioba. Przychodzą do niego w chwili tragedii i początkowo po prostu przy nim trwają. Później jednak zaczynają tłumaczyć jego cierpienie, przekonywać go do własnych racji i szukać winy, która uzasadniałaby to, co go spotkało. Nie potrafią pogodzić się z myślą, że człowiek sprawiedliwy może cierpieć bez związku z popełnionym grzechem. Zamiast słuchać Hioba, próbują dopasować jego doświadczenie do swojego wyobrażenia o Bogu. W książce o. Szustak przygląda się również sposobom argumentowania, jakimi posługują się rozmówcy Hioba. Pokazuje, jak łatwo w sporze o prawdę przejść od rzeczowej rozmowy do osądzania drugiego człowieka, a nawet agresji.

Ten fragment szczególnie mocno kojarzy mi się z naszym współczesnym sposobem rozmawiania o wierze. Nieraz mam wrażenie, że bardziej zależy nam na obronieniu własnego obrazu Boga niż na zrozumieniu człowieka, który przeżywa trudności. Kiedy ktoś mówi o cierpieniu, kryzysie wiary czy poczuciu opuszczenia, bardzo szybko podsuwamy gotowe odpowiedzi. Przypominamy, że trzeba zaufać, więcej się modlić albo przyjąć swój krzyż. Tymczasem człowiek znajdujący się w dramatycznej sytuacji nie zawsze potrzebuje natychmiastowego wyjaśnienia. Czasem znacznie ważniejsze jest to, żeby ktoś usiadł obok niego, wysłuchał i pozwolił mu wypowiedzieć również te uczucia, których nie potrafi uporządkować.

Hiob nie jest przecież człowiekiem, który spokojnie przyjmuje wszystkie wydarzenia i ani przez chwilę nie zadaje pytań. W jego wypowiedziach pojawiają się rozpacz, gniew, niezrozumienie i bardzo odważne słowa kierowane do Boga. Domaga się odpowiedzi, nie zgadza się z oskarżeniami przyjaciół i nie zamierza przyznawać się do winy, której nie popełnił. To ważny element biblijnej opowieści, ponieważ pokazuje, że prawdziwa relacja z Bogiem nie musi oznaczać ukrywania przed Nim własnego bólu. Modlitwa człowieka cierpiącego może być pełna pytań, a nawet pretensji. W Biblii znajdujemy przecież całe psalmy, w których autorzy wołają do Boga z poczuciem opuszczenia i niezrozumienia.

O. Szustak prowadzi czytelnika jeszcze dalej, stawiając pytanie o bezinteresowność naszej wiary. Czy potrafimy kochać Boga również wtedy, kiedy nie otrzymujemy tego, o co prosimy? Czy nasza religijność przetrwa sytuację, w której modlitwa nie przyniesie oczekiwanego rozwiązania, a uczciwe życie nie uchroni nas przed cierpieniem? I czy rzeczywiście wierzymy, że Bóg nas kocha, czy raczej jesteśmy przekonani, że musimy nieustannie zasługiwać na Jego przychylność?

Tytułowy targ jest bardzo trafnym obrazem takiego podejścia. Na targowisku obie strony chcą coś uzyskać. Jedna oferuje towar, druga zapłatę, a cała transakcja opiera się na określonych warunkach. Jeśli przeniesiemy ten mechanizm do życia duchowego, zaczniemy traktować modlitwę, sakramenty i dobre uczynki jak walutę, za którą można kupić Bożą opiekę, pomyślność, a ostatecznie nawet zbawienie. Człowiek może wtedy bardzo sumiennie wypełniać praktyki religijne, a jednocześnie coraz bardziej oddalać się od istoty chrześcijaństwa, którą jest miłość.

Nie oznacza to oczywiście, że nasze postępowanie nie ma znaczenia albo że przykazania, sakramenty i uczynki miłosierdzia są zbędne. Katolicka nauka o łasce wyraźnie przypomina, że zbawienie jest darem Boga, na który człowiek nie może samodzielnie zasłużyć, ale jednocześnie jesteśmy wezwani do współpracy z otrzymaną łaską. Wiara powinna przynosić owoce w konkretnych wyborach i czynach. Różnica polega na motywacji. Można czynić dobro ze strachu przed karą, z nadzieją na nagrodę albo dlatego, że odkryło się miłość Boga i pragnie się na nią odpowiedzieć. Zewnętrznie te zachowania mogą wyglądać podobnie, ale duchowo prowadzą w zupełnie innych kierunkach.

Myślę, że jest to szczególnie ważne w wychowaniu religijnym dzieci. Bardzo łatwo, nawet nieświadomie, przedstawić im Boga jako kogoś, kto nagradza grzecznych i karze nieposłusznych. Wystarczy kilka niefortunnych zdań, żeby dziecko zaczęło kojarzyć modlitwę z obowiązkiem, a Bożą miłość z nagrodą za odpowiednie zachowanie. Tymczasem podstawą chrześcijańskiego wychowania powinno być przekonanie, że Bóg kocha człowieka, zanim ten zdąży zrobić cokolwiek, aby na tę miłość odpowiedzieć. Przykazania nie są ceną, którą trzeba zapłacić za Bożą przychylność, lecz drogą uczenia się życia zgodnego z miłością, którą otrzymaliśmy.

W książce pojawia się również pytanie o grzech i jego konsekwencje. Czy nasze złe postępowanie w jakikolwiek sposób dotyka Boga? Czy grzech jest jedynie naruszeniem ustalonych zasad, czy przede wszystkim raną zadaną relacji? To zagadnienie prowadzi do głębszego spojrzenia na nawrócenie. Jeśli postrzegamy Boga wyłącznie jako surowego sędziego, spowiedź może stać się próbą uniknięcia kary. Jeśli natomiast zaczynamy odkrywać Go jako kochającego Ojca, sakrament pojednania nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie chodzi już tylko o uporządkowanie rachunku win, ale o powrót do relacji, którą grzech osłabia lub niszczy z naszej strony.

Jednym z trudniejszych pytań, jakie podejmuje o. Szustak, jest również kwestia odpowiedzialności za grzechy poprzednich pokoleń. Autor odnosi się do przekonania, że zło popełnione przez przodków może w szczególny sposób obciążać ich potomków. Warto tutaj pamiętać o ważnym rozróżnieniu. Konsekwencje cudzych decyzji rzeczywiście mogą wpływać na życie kolejnych pokoleń. Dzieci ponoszą nieraz skutki przemocy, uzależnień, zaniedbań czy trudnych doświadczeń rodzinnych. Nie oznacza to jednak dziedziczenia osobistej winy moralnej przodków. Każdy człowiek odpowiada za własne czyny, a chrześcijaństwo nie uczy, że jesteśmy skazani na duchową karę za grzechy popełnione przez naszych rodziców czy dziadków.

Ważnym elementem „Targu zamkniętego” jest również spojrzenie na samego Boga. W Księdze Hioba pojawia się przecież dramatyczne pytanie o Jego sprawiedliwość, dobroć i sposób działania. Człowiek chciałby otrzymać jasne wyjaśnienie, dlaczego spotkało go cierpienie, ale odpowiedź Boga nie przybiera formy prostego rozliczenia wszystkich wydarzeń. Hiob zostaje zaproszony do spojrzenia na rzeczywistość z szerszej perspektywy, przekraczającej jego dotychczasowe rozumienie świata. Nie otrzymuje szczegółowego uzasadnienia każdej straty. Spotyka natomiast Boga, którego nie da się zamknąć w ludzkich schematach.

Nie jest to łatwa odpowiedź i myślę, że nie powinniśmy udawać, iż rozwiązuje wszystkie pytania związane z cierpieniem. Księga Hioba nie daje nam prawa do tłumaczenia osobom przeżywającym tragedię, że wszystko, co je spotkało, było konieczne albo zostało przez Boga zaplanowane jako lekcja. Takie słowa mogą być szczególnie bolesne dla człowieka, który właśnie stracił dziecko, zmaga się z ciężką chorobą lub doświadcza ogromnej niesprawiedliwości. Chrześcijańska odpowiedź na cierpienie nie polega na znalezieniu usprawiedliwienia dla każdego zła. Jej centrum stanowi Jezus Chrystus, który sam wszedł w ludzkie cierpienie, przyjął krzyż i przez swoje zmartwychwstanie otworzył człowiekowi drogę do życia.

Dlatego tak cenny wydaje mi się epilog książki, w którym o. Szustak podejmuje pytanie o to, jak być przy ludziach cierpiących. To temat bardzo potrzebny, ponieważ nawet najlepsza znajomość Pisma Świętego nie zwalnia nas z delikatności i zwyczajnej ludzkiej wrażliwości. Możemy mieć ogromną wiedzę religijną, a jednocześnie nie potrafić wysłuchać kogoś, kto przeżywa dramat. Możemy znać wiele pięknych cytatów o zaufaniu, a mimo to wypowiedzieć je w chwili, kiedy bardziej potrzebne byłoby milczenie. Historia przyjaciół Hioba przypomina, że obecność przy cierpiącym człowieku wymaga pokory. Nie musimy znać odpowiedzi na każde pytanie, żeby okazać komuś miłość.

Podoba mi się również to, że „Targ zamknięty” nie jest książką napisaną językiem akademickiego komentarza biblijnego. O. Szustak pozostaje kaznodzieją, który opowiada, prowokuje do myślenia, posługuje się przykładami i nie unika mocnych sformułowań. Niektóre jego interpretacje mogą skłaniać do dyskusji, dlatego warto czytać je jako propozycję duchowego odczytania Księgi Hioba, a nie jedyne możliwe wyjaśnienie wszystkich jej fragmentów. Sam tekst biblijny jest znacznie bogatszy i podejmuje także pytania o cierpienie niewinnych, granice ludzkiego poznania, sprawiedliwość oraz tajemnicę Bożej obecności. Książka może jednak stać się dobrym początkiem samodzielnej lektury tej niezwykłej księgi.

Zatrzymałam się przy niej również dlatego, że temat handlowania z Bogiem dotyczy nie tylko ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją drogę wiary. Myślę, że może być szczególnie bliski osobom od lat związanym z Kościołem, regularnie uczestniczącym we Mszy Świętej, modlącym się i starającym się żyć uczciwie. Z czasem łatwo przyzwyczaić się do własnej religijności i nawet nie zauważyć, że gdzieś po drodze pojawiło się przekonanie o szczególnych prawach do Bożej pomocy. Skoro tyle lat się modlę, skoro staram się być dobrym człowiekiem, skoro nie zaniedbuję swoich obowiązków, to dlaczego właśnie mnie spotyka coś trudnego? W takich chwilach okazuje się, jak głęboko zakorzenione jest w nas myślenie o zasługiwaniu.

Nie chciałabym jednak, żeby z tej książki pozostało jedynie przekonanie, że nie wolno o nic prosić Boga ani oczekiwać Jego pomocy. Przecież sam Jezus zachęca nas do modlitwy prośby i uczy zwracania się do Boga jak do Ojca. Możemy prosić o zdrowie, pracę, rozwiązanie problemów i ochronę naszych bliskich. Możemy również podejmować postanowienia, wyrzeczenia i ofiarowywać modlitwę w konkretnych intencjach. Ważne, żebyśmy nie traktowali tych praktyk jak umowy, która zobowiązuje Boga do spełnienia naszych oczekiwań. Zaufanie nie oznacza pewności, że wszystko potoczy się zgodnie z naszym planem. Oznacza przekonanie, że nawet wtedy, kiedy nie rozumiemy wydarzeń, nie przestajemy być kochani.

Właśnie dlatego tytuł „Targ zamknięty” wydaje mi się tak trafny. Bóg nie prowadzi sklepu z łaskami, w którym za odpowiednią liczbę modlitw można otrzymać zdrowie, szczęście czy zbawienie. Nie jest również urzędnikiem, którego trzeba przekonać do wydania korzystnej decyzji. Jest Ojcem, który pierwszy wychodzi do człowieka ze swoją miłością i zaprasza go do odpowiedzi. A człowiek, który zaczyna to rozumieć, może wreszcie przestać nieustannie udowadniać, że zasługuje na Bożą uwagę.

„Targ zamknięty. Lekcje Hioba. Droga do zbawienia” poleciłabym szczególnie tym, którzy zmagają się z obrazem Boga surowego, wymagającego i nieustannie oceniającego, ale także osobom przekonanym, że mają już swoją relację z Nim dobrze uporządkowaną. To książka, która zachęca do ponownego przyjrzenia się własnej modlitwie, sposobowi przeżywania trudności i oczekiwaniom wobec Boga. Nie daje prostych odpowiedzi na wszystkie pytania, ale potrafi odsłonić mechanizmy, których wcześniej mogliśmy nawet nie dostrzegać.

Po tej lekturze zostaje mi przede wszystkim myśl o różnicy między zasługiwaniem na miłość a odpowiadaniem na miłość. W pierwszym przypadku człowiek żyje w nieustannym napięciu, bo zawsze może zrobić za mało, pomodlić się niewystarczająco albo popełnić błąd, który przekreśli jego dotychczasowe starania. W drugim odkrywa, że Boża miłość jest pierwsza, a dobre życie staje się odpowiedzią na otrzymany dar. Nie zwalnia go to z odpowiedzialności ani z pracy nad sobą, ale zmienia fundament, na którym buduje swoją wiarę.

I chyba właśnie tego najbardziej potrzebujemy się nauczyć. Przestać patrzeć na Boga jak na kogoś, z kim trzeba nieustannie negocjować warunki własnego szczęścia, a zacząć budować z Nim relację opartą na zaufaniu. Taką, w której jest miejsce na wdzięczność, radość, pytania, trudności, a nawet chwile niezrozumienia. Relację, której nie trzeba przeliczać na zasługi i nagrody, ponieważ jej początkiem nie jest nasza doskonałość, lecz miłość Boga.

Targ może być zamknięty, ale droga do Boga pozostaje otwarta.

Komentarze

Copyright © Pani od religii