Na rozpoczęcie roku katechetycznego – dla nauczycieli religii

Koniec sierpnia ma w sobie szczególne napięcie. Jeszcze trochę pachnie wakacjami, jeszcze człowiek próbuje złapać ostatnie spokojniejsze chwile, a jednocześnie w głowie zaczynają układać się klasy, plany, podręczniki, dziennik, pierwsze lekcje, spotkania z uczniami i ten znajomy szkolny rytm, który za chwilę znowu nas porwie. Nauczyciel religii wchodzi w nowy rok nie tylko z teczką materiałów i rozpisanym planem. Wchodzi także z sercem, które potrzebuje światła, pokoju i bardzo mocnego zakorzenienia w Chrystusie.



Bo katecheza nigdy nie jest tylko przedmiotem. Oczywiście ma swoje wymagania, tematy, cele, dokumentację, metody, zasady pracy i całą szkolną codzienność, której nie da się pominąć. Trzeba przygotować lekcje, pamiętać o programie, dostosować język do wieku dzieci, współpracować z rodzicami, rozmawiać z wychowawcami, odnaleźć się w realiach szkoły i często mierzyć się z tym, że religia bywa dziś traktowana różnie. Czasem z życzliwością, czasem z obojętnością, czasem z rezerwą, a czasem z pytaniami, które nie są łatwe. Mimo to sercem katechezy pozostaje spotkanie człowieka z Bogiem.

Nauczyciel religii jest w szkole świadkiem. Nie idealnym, nie wolnym od zmęczenia, nie zawsze spokojnym i zawsze gotowym na każde pytanie. Świadkiem prawdziwym, czyli takim, który sam idzie drogą wiary, sam potrzebuje sakramentów, modlitwy, przebaczenia, Słowa Bożego i łaski. Uczniowie bardzo szybko wyczuwają, czy mówimy o Bogu jak o temacie lekcji, czy jak o Kimś żywym. Można mieć świetnie przygotowaną prezentację, piękną kartę pracy i bardzo mądre zdania, a jednak największe znaczenie często ma to, czy w naszym sposobie bycia jest cierpliwość, szacunek, prawda i pokój, którego nie da się udawać przez czterdzieści pięć minut.

Nowy rok katechetyczny warto rozpocząć od bardzo prostego powrotu do źródła. Nie od paniki, że trzeba wszystko mieć gotowe. Nie od porównywania się z innymi, którzy już pewnie mają zaplanowane pół roku do przodu, piękne dekoracje, komplet materiałów i energię jak po rekolekcjach na górze Tabor. Warto zacząć od Jezusa. Od modlitwy, w której nauczyciel religii może powiedzieć: „Panie, to jest Twój rok, Twoje dzieci, Twoja młodzież, Twoja szkoła, Twoje lekcje. Ja chcę być narzędziem, ale nie chcę udawać, że wszystko zależy ode mnie”.

To bardzo uwalniające. Katecheta nie jest zbawicielem klasy. Nie musi własnymi siłami przekonać wszystkich, naprawić każdej rodzinnej historii, odpowiedzieć na każdy kryzys wiary, wygrać z każdą obojętnością i sprawić, że wszyscy uczniowie natychmiast odkryją piękno Eucharystii, modlitwy i życia sakramentalnego. Katecheta ma siać. Cierpliwie, mądrze, z miłością i w prawdzie. Owoc należy do Boga, a wiele ziaren kiełkuje dużo później, niż chcielibyśmy zobaczyć.

Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy przychodzą trudniejsze lekcje. Gdy klasa jest rozproszona, gdy uczniowie testują granice, gdy ktoś prowokuje, gdy pada pytanie wypowiedziane bardziej z przekory niż z potrzeby serca, gdy po dobrze przygotowanej katechezie człowiek wychodzi z sali z poczuciem, że chyba nic nie zostało. W takich chwilach łatwo się zniechęcić i pomyśleć, że nasza praca nie ma sensu. A jednak sens katechezy nie zawsze mierzy się natychmiastową reakcją ucznia. Czasem jedno zdanie, jeden gest szacunku, jedna spokojna odpowiedź, jedna modlitwa na końcu lekcji wracają po latach w sercu młodego człowieka.

Nauczyciel religii potrzebuje wielkiej pokory. Nie tej smutnej, która każe myśleć o sobie źle, ale tej ewangelicznej, która pamięta, że najważniejszy jest Chrystus. Pokora pomaga nie robić z katechezy sceny własnej skuteczności. Pomaga przyznać, że nie wszystko wiem, że czasem muszę sprawdzić, dopytać, pomyśleć, wrócić do tematu, poprosić o pomoc. Pomaga też nie bać się pytań uczniów. Wiara katolicka nie jest krucha dlatego, że ktoś zapyta szczerze albo nawet ostro. Krucha bywa tylko nasza cierpliwość i nasza potrzeba, żeby zawsze wyjść na osobę, która ma gotową odpowiedź.

Rzetelna katecheza wymaga prawdy. Nie sensacji, nie uproszczeń, nie straszenia, nie pobożnych skrótów, które brzmią mocno, ale nie prowadzą do dojrzałej wiary. Dzieci i młodzież potrzebują usłyszeć, że Bóg jest miłością, ale także że ta miłość wzywa do nawrócenia. Potrzebują poznać piękno modlitwy, sakramentów, Eucharystii, spowiedzi, Słowa Bożego, Kościoła i świętych, ale potrzebują też zobaczyć, że wiara nie jest oderwana od życia. Dotyka przyjaźni, internetu, języka, przebaczenia, ciała, sumienia, samotności, lęku, wyborów i codziennych małych decyzji dobra.

Katecheza jest też miejscem ogromnej delikatności. Do sali przychodzą dzieci z bardzo różnych domów. Jedne mają żywą wiarę wyniesioną z rodziny, inne znają modlitwę głównie z lekcji, jeszcze inne niosą w sobie chaos, zranienia, opór albo obojętność. Nie każde dziecko ma w domu kogoś, kto pokaże mu, jak się modlić. Nie każde słyszy o Bogu z miłością. Nie każde ma doświadczenie Kościoła jako miejsca bezpiecznego. Dlatego nauczyciel religii powinien być człowiekiem wymagającym, ale nigdy upokarzającym. Jasnym, ale nie twardym bez miłości. Wiernym nauczaniu Kościoła, ale umiejącym mówić językiem, który nie miażdży człowieka.

Rodzice są pierwszymi katechetami swoich dzieci i warto to przypominać, ale bez tonu oskarżenia. Wielu rodziców potrzebuje dziś wsparcia, prostego języka, zachęty i pokazania, że wiara w domu nie musi oznaczać wielkich rodzinnych nabożeństw, na które nikt nie ma siły. Czasem zaczyna się od znaku krzyża przed snem, modlitwy przed podróżą, niedzielnej Mszy świętej, rozmowy o sumieniu, przeprosin, przebaczenia i tego, że dziecko widzi dorosłego, który sam klęka przed Bogiem. Katecheta może być dla rodziców sprzymierzeńcem, nie recenzentem ich niedoskonałości.

Nowy rok katechetyczny warto więc powierzyć Bogu bardzo konkretnie. Powierzyć Mu uczniów, których znamy, i tych, których dopiero poznamy. Dzieci spokojne i dzieci trudne. Młodzież ciekawą wiary i tę, która przyjdzie z dystansem. Rodziny pełne żywej modlitwy i rodziny poranione. Dyrekcję, grono pedagogiczne, parafię, własne siły, własne ograniczenia, własny temperament i własne zmęczenie, które pewnie też przyjdzie szybciej, niż planujemy.

Warto prosić o mądrość, żeby nie mylić atrakcyjności lekcji z głębią. O cierpliwość, żeby nie odpowiadać zranieniem na prowokację. O odwagę, żeby mówić prawdę katolickiej wiary jasno i spokojnie. O czułość, żeby zobaczyć ucznia, który pod maską obojętności niesie lęk, samotność albo potrzebę bycia zauważonym. O pokorę, żeby nie przypisywać sobie owoców, ale też nie załamywać się wtedy, gdy owoców nie widać.

Nauczyciel religii zaczyna rok szkolny trochę jak siewca. Nie zawsze wybiera idealną glebę. Nie zawsze widzi, co dzieje się z ziarnem. Czasem ziarno pada na drogę, czasem między ciernie, czasem na skałę, a czasem na ziemię żyzną. Ale siewca nie może przestać siać tylko dlatego, że nie wszystko urośnie od razu. Ma siać z wiarą, że Słowo Boże ma moc większą niż nasze metody, nastroje i lęki.

Niech ten nowy rok katechetyczny będzie czasem wiernego siania. Nie perfekcyjnego, ale uczciwego. Nie opartego na naszej sile, ale na łasce. Nie zbudowanego na lęku przed oceną ludzi, ale na pragnieniu, żeby dzieci i młodzież mogły spotkać Jezusa naprawdę. Może nie zawsze od razu. Może nie zawsze tak, jak sobie zaplanujemy. Ale przecież Pan Bóg potrafi działać także po cichu, w jednym zdaniu, w jednej lekcji, w jednym spojrzeniu, w jednej modlitwie, która wydawała się bardzo zwyczajna.

Na początku tego roku warto powiedzieć Mu prosto: Panie Jezu, wejdź ze mną do sali katechetycznej. Usiądź przy dzieciach, które trudno mi zrozumieć. Stań przy mnie, gdy zabraknie cierpliwości. Przypomnij mi, że nie uczę o Tobie jak o dalekim temacie, ale mam prowadzić do Ciebie żywego. Strzeż mojego serca przed rutyną, zniechęceniem i pychą. Daj mi wierność w małych rzeczach.

Bo katecheza zaczyna się dużo wcześniej niż pierwsza lekcja. Zaczyna się w sercu nauczyciela, który sam pozwala się prowadzić Chrystusowi.

Komentarze

Copyright © Pani od religii