5 prostych wakacyjnych zadań religijnych dla dzieci – bez nudy i bez przymusu
Wakacje to nie jest czas na dokładanie dzieciom kolejnych obowiązków. Po całym roku szkolnym naprawdę potrzebują oddechu, swobody, zabawy, dłuższego spania, biegania po dworze, siedzenia w piasku, zbierania kamyków, jedzenia lodów i takich dni, w których nikt nie pyta, czy zadanie jest już zrobione. Ale wakacje nie muszą oznaczać przerwy od Pana Boga. Nie chodzi o to, żeby dziecku urządzać w lipcu i sierpniu dodatkową lekcję religii przy kuchennym stole. Nie chodzi też o to, żeby wszystko zapisywać, sprawdzać, oceniać i pilnować z miną nauczyciela od niezapowiedzianej kartkówki. Wakacyjna wiara może być prosta, naturalna i bardzo bliska codzienności. Czasem wystarczy krótka rozmowa, mały gest, modlitwa przed podróżą, jedno zdanie z Ewangelii albo zadanie tak zwyczajne, że dziecko nawet nie poczuje, że „uczy się religii”.
Dzieci dużo łatwiej wchodzą w takie działania, kiedy nie są one przymusem. Jeśli coś ma smak zabawy, odkrywania, rodzinnej rozmowy albo małej przygody, zostaje w nich znacznie głębiej niż kolejna kartka wypełniona z obowiązku. Wiara nie rośnie od samego odhaczania zadań. Rośnie wtedy, gdy dziecko widzi, że Bóg jest obecny w życiu naprawdę: w domu, w drodze, na wakacjach, w przyrodzie, w relacjach, w radości i w małych decyzjach dobra.
Dlatego te wakacyjne zadania religijne nie są po to, żeby dzieci „miały co robić”, a rodzice mogli czuć, że zrealizowali program. One są raczej zaproszeniem do spokojnego zauważania Boga w zwyczajnych chwilach. Można wybrać jedno, można wracać do kilku, można je zmieniać po swojemu. Najważniejsze, żeby nie robić z nich kolejnego obowiązku, który od razu odbierze dziecku chęć.
1. Wakacyjny słoik wdzięczności
To jedno z najprostszych zadań, a jednocześnie bardzo pięknych. Wystarczy zwykły słoik, pudełko albo koperta i małe karteczki. Każdego dnia albo raz na kilka dni dziecko może zapisać lub narysować jedną rzecz, za którą chce podziękować Panu Bogu.
Nie muszą to być wielkie sprawy. Dzieci często najpiękniej dziękują za rzeczy bardzo proste: za lody, za kąpiel w jeziorze, za babcię, za psa, za nowego kolegę, za spacer, za naleśniki, za deszcz, po którym można było skakać po kałużach, za to, że tata miał czas, a mama się uśmiechnęła. I właśnie w tym jest sens tego zadania. Dziecko uczy się, że wdzięczność nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś wyjątkowego. Ona może rodzić się w zwykłym dniu.
Pod koniec wakacji można razem otworzyć słoik i przeczytać te małe zapiski. To często wzruszający moment, bo nagle okazuje się, że lato było pełne dobra, którego w codziennym biegu łatwo byśmy nie zauważyli. Taki słoik może też stać się piękną pamiątką, nie tylko z wakacji, ale z rodzinnego uczenia się wdzięczności.
2. Kamyk dobrego serca
Dzieci uwielbiają zbierać kamienie. Dla dorosłego to często tylko kolejny kamyk w kieszeni, który potem ląduje w pralce albo na dnie plecaka, ale dla dziecka to bywa skarb. Warto wykorzystać ten naturalny dziecięcy zachwyt.
Podczas spaceru dziecko może znaleźć jeden kamyk, który mu się spodoba. Nie musi być idealny. Może być gładki, szorstki, jasny, ciemny, mały albo całkiem zwyczajny. Potem można porozmawiać o sercu. O tym, że czasem nasze serce też bywa twarde jak kamień, gdy nie chcemy przeprosić, gdy się obrażamy, gdy złościmy się na wszystkich albo gdy nie chcemy komuś pomóc. Można zapytać dziecko, co pomaga sercu stawać się bardziej dobrym: modlitwa, przebaczenie, rozmowa, przytulenie, dobre słowo, przeprosiny.
Taki kamyk można zabrać do domu i położyć przy łóżku albo na biurku. Może przypominać dziecku o jednym małym postanowieniu, na przykład: „dzisiaj spróbuję mówić łagodniej”, „pomogę komuś bez marudzenia”, „przeproszę, kiedy zrobię coś źle”. To nie musi być wielka deklaracja. Wystarczy jedna mała decyzja dobra.
3. Jedno zdanie z Ewangelii na tydzień
Nie każde dziecko będzie chciało w wakacje czytać długie fragmenty Pisma Świętego. I wcale nie trzeba zaczynać od wielkich planów. Czasem lepiej wybrać jedno krótkie zdanie z Ewangelii i wracać do niego przez kilka dni.
Może to być na przykład: „Nie bój się”, „Ja jestem z wami”, „Miłujcie się wzajemnie”, „Pójdź za Mną”, „Błogosławieni miłosierni”. Warto przeczytać takie zdanie spokojnie i zapytać dziecko, z czym mu się kojarzy. Kiedy może nam pomóc? Co Pan Jezus chce nam przez nie powiedzieć? Jak można je wprowadzić w życie dzisiaj?
Nie chodzi o przepytywanie ani o sprawdzanie poprawnej odpowiedzi. Dziecko ma poczuć, że Słowo Boże nie jest tylko czymś, co słyszy w kościele albo na lekcji religii. Ono może być blisko domu, wakacyjnego plecaka, podróży samochodem, wieczoru na działce i zwyczajnej rozmowy przy stole.
Można też zapisać to zdanie na małej kartce i włożyć do plecaka, powiesić na lodówce albo trzymać przy łóżku. Niech będzie jak małe światło na tydzień.
4. Wakacyjna mapa dobra
To zadanie świetnie sprawdzi się w domu, na kolonii, u dziadków albo podczas rodzinnego wyjazdu. Wystarczy kartka, na której dziecko narysuje prostą mapę wakacyjnych miejsc: dom, plażę, las, sklep, kościół, plac zabaw, drogę do babci, przystanek, jezioro, góry. Przy każdym miejscu można dopisać albo narysować jedno dobro, które można tam zrobić.
Na plaży można komuś pomóc pozbierać rzeczy porwane przez wiatr. W sklepie można powiedzieć „dzień dobry” i „dziękuję”. W kościele można pomodlić się za kogoś, kto jest chory. W domu można pomóc bez proszenia. U babci można posłuchać jej historii. Na placu zabaw można zaprosić do zabawy dziecko, które stoi samo. W podróży można nie narzekać przez całą drogę, choć to akurat bywa zadanie dla dzieci i dorosłych.
Taka mapa uczy bardzo ważnej rzeczy: dobro nie dzieje się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Można je robić wszędzie. Nie trzeba czekać na wielką okazję. Czasem wystarczy zauważyć człowieka obok siebie i zrobić to, co jest możliwe.
5. Modlitwa z wakacyjnego dnia
Wieczorem można zaproponować dziecku bardzo prostą modlitwę złożoną z trzech zdań: za co dziś dziękuję, za co chcę przeprosić i o co proszę Pana Boga na jutro. To zadanie nie wymaga żadnych materiałów, a może pięknie porządkować serce.
Dziecko może powiedzieć: „Dziękuję za wycieczkę”, „Przepraszam, że krzyczałem na siostrę”, „Proszę, żeby jutro było dobrze”. I to wystarczy. Modlitwa nie musi być długa, żeby była prawdziwa. Czasem takie krótkie zdania są dla dziecka bardziej zrozumiałe niż gotowa formuła wypowiedziana bez zastanowienia.
Dorośli też mogą włączyć się w tę modlitwę. Dziecko bardzo dużo uczy się wtedy przez przykład. Jeśli usłyszy, że mama albo tata potrafią podziękować, przeprosić i poprosić Boga o pomoc, zobaczy, że modlitwa nie jest tylko dziecięcym obowiązkiem. Jest rozmową z Kimś bliskim.
Warto zadbać, żeby ta modlitwa nie zamieniła się w wieczorne przesłuchanie. To nie ma być lista win dziecka ani okazja do przypomnienia wszystkiego, co zrobiło źle. Lepiej, żeby była spokojnym zatrzymaniem po dniu, takim małym oddaniem Bogu radości, potknięć i planów na jutro.
Wakacyjne zadania religijne dla dzieci mają sens wtedy, gdy prowadzą do bliskości, a nie do presji. Nie muszą być idealnie wykonane. Nie muszą pięknie wyglądać na zdjęciu. Nie trzeba ich realizować codziennie i odhaczać jak kolejnej listy obowiązków. Wystarczy, że pomogą dziecku zauważyć Boga w tym, co proste: w przyrodzie, w drugim człowieku, w słowie „dziękuję”, w małym dobru, w krótkiej modlitwie i w rodzinnym czasie.
Wakacje mogą być odpoczynkiem od szkoły, ale nie muszą być odpoczynkiem od wiary. Pan Bóg naprawdę jest blisko także w letnim zamieszaniu, w podróży, na spacerze, wśród kamyków, muszelek, lodów, plecaków i dziecięcych pytań. A jeśli uda się przez te kilka tygodni nauczyć dziecko choć trochę większej wdzięczności, uważności i dobroci, to będzie to jedna z najpiękniejszych wakacyjnych lekcji. Taka bez zeszytu, bez ocen i bez przymusu, ale za to bardzo blisko serca.

Komentarze
Prześlij komentarz